Gdybym tylko wiedziała, jak wiele zmieni się po przyjściu na świat dziecka. Długo zanim zaszłam w ciążę, postanowiłam: “nie pozwolę, żeby moje dziecko (albo dzieci) kontrolowały moje życie”. Nie zrozumcie mnie źle. Zawsze chciałam mieć dużą rodzinę. Moja mama ma szóstkę rodzeństwa i każde ogromne rodzinne spotkanie jest niesamowicie przyjemne. Po prostu nie chciałam, żeby moje życie – jak ktoś mógłby to ująć – skończyło się po porodzie. Ciąża była wspaniałym okresem. Ja, czyli przyszła mamusia, znajdowałam się wiecznie w centrum uwagi. Tyle było do omówienia z moją mamą, ciociami i innymi mamami. Z kolei nie za wiele miałam wspólnych tematów ze starymi znajomymi. Ale był to magiczny czas (chciałabym tylko dodać, że okazałam się szczęściarą i nie doświadczyłam w czasie ciąży nudności, bólów pleców, ani żadnych nieprzyjemnych doznań tego rodzaju). I kiedy w końcu doszło do porodu… cóż, to już zupełnie inny temat.

Byłam naprawdę przygotowana. W czasie ciąży przeczytałam ogromną ilość książek, przeprowadziliśmy się do nowego domu, urządziliśmy pokoik dziecięcy i odpowiedzieliśmy sobie na każde nurtujące pytanie jakie przyszło nam do głowy. Więc jak to możliwe, że kiedy w końcu pojawił się dzidziuś okazało się to takim szokiem? Nie wiem!

Myślę, że przygotowałam wszystko oprócz siebie samej. Ponieważ jest tak, że dzieci kontrolują nasze życie. Nadal możemy zrobić co tylko chcemy, pojechać gdzie chcemy, możemy pracować, imprezować, organizować romantyczne wieczory i spędzać czas z książką i kubkiem herbaty. Ale zawsze już będzie trzeba pomyśleć również o tym, co w tym czasie będzie robić nasze dziecko. Właśnie to na początku okazało się dla mnie bardzo przytłaczające. Nie potrafiłam o wszystkim pomyśleć, o wszystkim pamiętać, no i rozpoznać “o czym” moje dziecko płacze. Czułam się bardzo niepewnie, ponieważ kompletnie nie wiedziałam co robię.

Dzieci wprowadzają nasze życie na zupełnie nowy poziom, gdzie jesteśmy odpowiedzialni już nie tylko za siebie, ale także za tą małą, bezbronną istotkę. Jest ona taka malutka i krucha, a jednocześnie każe tachać za sobą nieskończoną ilość rzeczy. Dzieci potrzebują pieluch, puderków, chusteczek, smoczków, mleka, butelek, zabawek, wózka, fotelika, zapasowych ubranek, śliniaków i wiele innych akcesoriów. Zawsze o czymś zapomniałam. Całe szczęście niektóre z tych rzeczy łatwo dokupić.

Urodzenie dziecka nie zakończyło mojego życia, ale wpłynęło na nie w stopniu, którego się nie spodziewałam. Jeśli czujecie się tak samo – bez obaw. Przyzwyczaicie się. Za milionowym razem zabierzecie wszystko co potrzebne i nauczycie się interpretować płacz. Po prostu dajcie sobie trochę czasu. No i przyjmujcie KAŻDĄ zaoferowaną pomoc. W końcu mamusie to nie roboty. Czasami (desperacko) potrzebujemy chwili relaksu.

Podobało Ci się? Udostępnij:

2 thoughts on “Zmiany!”

  1. Z narodzeniem dziecka traci sie niezależność. Nie myślisz już tylko o sobie. Dla mnie utrata pełnej, 100% niezależności była najtrudniejsza. Samo myślenie w pierwszej kolejności o dziecku nie było straszne, tylko naturalne , tylko ta myśl, że tatuś nadal ma tą niezależność przytłaczała i frustrowała. On nie karmił.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.