Niedawno, 15 maja 2017 roku portal dailymail opublikował artykuł pani Anny May Mangan na temat tzw. „Slummy Mummies”. W internetach zawrzało. Co ten termin oznacza i dlaczego tekst wzbudził takie kontrowersje?

Slummy Mummy

Określenie to odnosi się do matek, które generalnie rzecz biorąc nie spełniają pewnych standardów. Złe matki. Albo raczej matki, które nie udają, że jest jak nie jest. Matki, które przedstawiają swoje życie dokładnie tak, jak ono wygląda. Które mają dość szczęśliwych, uśmiechniętych buziek rodziców, mam z toną tapety po nieprzespanej nocy, udających, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. To mamy, które tęsknią za swoim poprzednim życiem i wcale się tego nie wstydzą. To mamy, których nieodpowiednie zachowanie wielu wydaje się bulwersujące.

Wielkie kontrowersje

Kobieta, która napisała tekst wzięła na tapetę kilka brytyjskich blogerek (właśnie z nurtu slummy mummy) i opisała ich przypadki nie oszczędzając przy tym komentarza. Zarzuciła owym matkom pijaństwo, nieodpowiednie odżywanie dzieci, zbyt soczysty język i podążanie za „modą” na bycie nieperfekcyjną mamą. Stwierdziła, że „w dzisiejszych czasach” czyste, wyprasowane ubrania i domowe obiadki są poza zasięgiem matek, a przynajmniej tak im się wmawia. Wyraźnie zaznaczyła, że wszystkie te aroganckie kobiety nie powinny zapominać o tym, że dziecko jest błogosławieństwem i że należy delektować się każdą chwilą spędzoną z maleństwem mimo nieprzespanych nocy, czy kolejnego przeziębienia.
Jej artuł wywołał burzę, ponieważ oczywiście czytelniczki podzieliły się na dwa obozy: te, dla których macierzyństwo jest udręką i te, dla których macieżyństwo jest sensem życia. Jedne kompletnie nie potrafią zrozumieć tych drugich i odwrotnie. Według tych kobiet pierwsze to rozpieszczone i nieodpowiedzialne idiotki, które nie doceniają tego co mają, a drugie to kłamliwe suki, które udają, że nie mają problemów, a tak naprawde są wykończone psychicznie i fizycznie. Kto więc ma rację? Pewnie tak jak to w życiu bywa – nikt.

Być kobietą, być matką

Wszystkie te panie wspomniane w tekście na 100% kochają swoje dzieci nad życie. Z całą pewnością nie chcą im zrobić krzywdy. Nawet jeśli zdarzy im się popijać gin z dziecięcego kubeczka, albo marzyć o butelce pinot grigio. Sprzeciwiają się jednak przedstawianiu nierealnego obrazka, czystej, wyspanej, uśmiechniętej mamy z rumianym bobasem w ramionach, bo naprawdę, macierzyństwo rzadko tak wygląda. Czasami tak, ale rzadko. Jaki jest więc ich cel? Niesienie pocieszenia. Pokazanie wszystkim mamom, które są same ze sobą i niewiele jeszcze wiedzą o posiadaniu dzieci, że nie są odosobnione w swoich przeżyciach. Wcale nie chodzi o to, żeby pokazać ludziom: zobaczcie, jaką nieodpowiedzialną, niezorganizowaną i totalnie wyluzowaną matką jestem, ale o to, żeby inne matki wiedziały, że nie tylko one czują się czasem pokonane, przytłoczone obowiązkami, że nie tylko im czasem się nic nie chce, że nie tylko one mają ochotę czasami wyrzucić swoje dziecko przez okno. Bo uwierzcie, mamie bardzo łatwo zwątpić w swoje umiejętności. W swoją miłość do dziecka i w miłość tego dziecka do niej samej. I czasami przeczytanie tekstu, z którego wynika, że inne kobiety czują dokładnie to samo podnosi na duchu jak nic innego. Bardziej nawet niż to pinot grigio.
Oczywiście racja leży również po stronie tym mam idealnych. Bo niby dlaczego mamy skupiać się tylko na tych okropnych momentach, skoro macieżyństwo obfituje w te wspaniałe? Poza tym picie alkoholu w ciąży, albo kiedy mamy pod opieką aktywne dzieci nie należy do czynności odpowiednich. Zresztą nawet jeśli dzieci są nieaktywne jedno z rodziców powinno zachowywać trzeźwość, chociaż… nikt nie jest idealny.

Dajmy już spokój

Myślę, że każdy z nas czasami bywa slummy mummy. No bo czemu nie? Czy dzieci zawsze muszą jeść puree z groszku i kurczaka na parze? Popijać świeżo wyciskane soki? Jasne, że nie. Czasami fryty i paluszki rybne są jak najbardziej na miejscu. Sama je lubię. I nie ma nic w tym złego. Chociaż zmrożone paluszki rybne to już lekka przesada. Jeśli jasno przyznajemy się do tego, że opieka na kacu nad dzieckiem to po prostu katorga, to przecież jest to czysta prawda. Nikt chyba nie powie, że tak nie jest. I owszem, mamy wychodzą na imprezy i bywają na kacu. To również nic dziwnego. Dlatego jeśli następnym razem będziemy nosić się z zamiarem posłania karcącego spojrzenia mamie z dwulatkiem w McDonalds’ie, raczej przemyślmy sprawę. Trochę wyrozumiałości, może akurat ma kaca.

Cytaty wyrodnych matek, które najbardziej przypadły mi do gustu ze względu na to, że sama nieraz tak pomyślałam, bądź zrobiłam:

„Widzisz, wszyscy się zmieniają, kiedy pojawiają się dzieci. Nie da rady się nie zmieniać. Ale nie trzeba zmieniać się całkowicie. Wystarczy, że przywykniesz do pociągania ginu z kubka niekapka podczas dziecięcych występów.”

„Pięc etapów nocnego karmienia: (…) etap 4 – wściekłość – ze złością włączasz światło, „przypadkowo” kopiesz męża w żebra i pytasz: jakim k***a cudem on jeszcze jest głodny?!”

„Nadal ignoruję fakt, że moje dzieci biegają we wczorajszych śpioszkach”

i mój osobisty faworyt:

„Właśnie wysyłam do męża SMSy o treści: ‚wolałabym wywozić śmieci niż zajmować się całym tym gównem’ oraz ‚tylko się nie spóźnij, mam już dość zajmowania się Twoimi bachorami.'”

link do oryginalnego artykułu:
http://www.dailymail.co.uk/femail/article-4508726/Why-women-boasting-slummy-mummies.html

Podobało Ci się? Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.