Miesiąc po tej decydującej dacie mogę być już pewna – udało się! Obawiałam się tego niesamowicie, a właściwie nie było najgorzej. Jak sobie z tym poradziliśmy i jak to przeżył Michał? Proszę bardzo:

Wstęp

Na początku muszę zaznaczyć, że nasze trochę ponad dwuletnie dziecko używało smoczka tylko do spania. Nie dawaliśmy mu dydusia w ciągu dnia, ani na uspokojenie (chyba, że sytuacja była skrajnie kryzysowa), bo od początku chcieliśmy, żeby Michał umiał się jednak uspokoić sam, bez pomocnika. Wieczorem nasz rytuał zawsze wyglądał tak samo: kąpiel, do łóżka, smoczek, przytulanka, bajki, paciorek i spać. Oczywiście nie mogło zabraknąć żadnego z tych elementów. Synek zasypiał w swoim pokoju sam, chociaż parę miesięcy temu zaczął się bać i teraz zazwyczaj prosi o przeniesienie do naszego pokoju na czas zasypiania. Nie widząc przeszkód zgadzamy się na jego warunki i w naszej sypialni zasypia ładnie bez naszej pomocy, a po jakiś 20 minutach po prostu przenosimy go z powrotem i u siebie śpi już do rana. Lęki te zaczęły się jeszcze przed rezygnacją ze smoczka i prawdopodobnie były spowodowane rozwojem wyobraźni u naszego dwulatka oraz wszystkimi rzeczami, które sam zaobserwował w ciągu swojej egzystencji.

Myśl o tym, żeby pożegnać się z dydusiem pojawiła się wtedy, gdy Michał zaczął wybudzać się w nocy i płakać z powodu braku smoczka. Synek od dawna już przesypiał całe noce, ale zdarzało mu się obudzić i wołać dydusia, który umożliwiał mu ponowne zaśnięcie. Zdecydowaliśmy zatem, że na dydusie przyszedł już czas.

Historyjka

Wielokrotnie słyszałam o tym, że dzieciom w rozstaniu ze smoczkami pomaga jakaś konkretna historyjka. Robi się wokół tego dużo szumu, dziecko jest przejęte, a powód do odstawienia wydaje się wtedy naprawdę poważny. Niektórzy zostawiają gdzieś smoczki, niektórzy wyrzucają je do rzeki tak, żeby dziecko samo zobaczyło, że są już nie do odzyskania. Ja nie śmiecę, dlatego wymyśliliśmy inny sposób:
Wytłumaczyliśmy naszemu synkowi, że ponieważ jest już duży, pora oddać dydusie bardziej je potrzebującym: małym sarenkom, zajączkom i liskom w lesie.
Przygotowania rozpoczęliśmy już na tydzień wcześniej. Polegały one na rozmowie z Michałem, na zapoznaniu go z tematem. Opowiedzieliśmy naszą historię dziadkom, niani i generalnie wspominaliśmy o tym planie tak często, jak tylko było to możliwe.

Realizacja

W końcu nadszedł decydujący dzień. Wybraliśmy się na długi spacer (jak najdalej od domu) i w pewnym momencie wyciągnęłam zawiniątko ze wszystkimi smoczkami. Razem położyliśmy je za jakimś drzewkiem, pożegnaliśmy się i poszliśmy dalej, żeby sarenki się nie bały i wzięły sobie nasze dydusie. Kawałek dalej, za zakrętem zatrzymaliśmy się, a nasz tatuś poszedł sprawdzić, czy dydusie zniknęły. Zabrał paczuszkę, a nas zawołał, żebyśmy zobaczyli, że smoczków już nie ma. Michał popatrzył, zapytał wystraszony czy zaraz tu nie przybiegnie żadna sarenka, po czym ruszyliśmy dalej na spacer.

Co się działo później

Pierwszej nocy synek zasnął bez żadnych problemów. O smoczkach właściwie nie wspomniał, co lekko nas zszokowało, bo nie spodziewaliśmy się, że pójdzie tak gładko. Kłopoty zaczęły się następnego dnia. O ile z zasypianiem naprawdę nie było problemów, o tyle zaczynały się one kiedy Michał budził się w nocy. Przez jakieś trzy dni kompletnie nie potrafił się uspokoić, błagał o dydusia i pakował sobie całe ręce do buzi, próbując w jakiś sposób go zastąpić. Za pierwszym razem siedziałam z nim dwie godziny, po których po prostu sam padł ze zmęczenia i spał do rana. Później trwało to coraz krócej i po tygodniu nie obudził się już ani razu.

Z czym mieliśmy problem

Jeśli chodzi o pierwszą rzecz, to powinnam napisać „miałam problem”, bo mojego męża to nie dotyczy. Moim zdaniem dzieci ze smoczkiem wyglądają po prostu uroczo, dlatego mi samej ciężko było podjąć decyzję o jego odstawieniu. Poza tym trudno też zrezygnować z tej ostatniej deski ratunku na wypadek kiedy np. dziecko zaczyna wariować w miejscu publiczym.
Przyznam szczerze, że tej nocy kiedy Michał przez dwie godziny histeryzował niemalże się złamałam. Byłam dosłownie o pięć minut od rozpakowania paczuszki i wciśnięcia mu jednego z „oddanych sarenkom” smoczków. Na szczęście zdążył zasnąć.
Na co wyjątkowo musieliśmy zwrócić uwagę? Na ssanie palca. Synek zaczął go sobie pakować do buzi nie tylko przy zasypianiu, ale także w ciągu dnia, np. oglądając bajki. Za każdym razem cierpliwie go wyciągałam i przytrzymywałam mu dłoń. Napomknęłam też coś o próchnicy i czarnych zębach raz czy dwa i poskutkowało. Nie mamy problemów z paluszkiem.

Do dzisiaj, kiedy przenosimy synka z samochodu, albo z naszego łóżka do jego pokoju widzimy u niego odruch ssania. Cmoka sobie ustami, ale nie bierze palca do ust, ani nie prosi o smoczek. Ładnie zasypia i nie budzi się w nocy, także można powiedzieć, że odnieśliśmy sukces!

A jak wy zapatrujecie się na temat smoczków?

Podobało Ci się? Udostępnij:

38 thoughts on “Rezygnowanie ze smoczka”

  1. Pingback: tadalafil generic
  2. Pingback: cialis oral jelly
  3. Pingback: buy cialis
  4. Pingback: alprostadil price
  5. Pingback: alprostadil
  6. Pingback: fluoxetine 10 mg
  7. Pingback: prozac medication
  8. Pingback: prozac generic
  9. Pingback: fluoxetine 20 mg
  10. Pingback: fluoxetine hcl
  11. Pingback: biaxin coupons
  12. Pingback: biaxin coupon
  13. Pingback: biaxin antibiotic
  14. Pingback: biaxin generic
  15. Pingback: sildenafil citrate
  16. Pingback: levitra generic
  17. Pingback: simvastatin 20 mg
  18. Pingback: sildenafil 100mg
  19. Pingback: viagra pills
  20. Pingback: cialis generic
  21. Pingback: hdmobilesex.me
  22. Pingback: 966SCdeNZEo
  23. My przecieliśmy smoczka tak, że powietrze się dostawało do środka i za każdym razem kiedy syn prosił o smoczka to mu dawaliśmy ale widział,że jest nacięty i mu nie pasował i tak go oduczyliśmy trwało to 2 tygodnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.