Dzisiaj po raz pierwszy będę się dzielić nie swoimi przemyśleniami, ale obawami.

Aktualnie moje dziecko jest jeszcze bardzo malutkie, ale w głowie zaczyna mi się od jakiegoś czasu pojawiać myśl, która spędza mi sen z powiek. Mianowicie: “Jak sprawić, żeby moje dziecko było mądrym człowiekiem?”. I nie mam tu na myśli wiedzy, czy jakiś konkretnych umiejętności, zdolności, talentów. Chodzi po prostu o mądrość życiową.

Chciałabym, żeby moje dziecko było otwarte na świat, żeby rozumiało ludzi, żeby potrafiło postawić się w czyjejś sytuacji i przez to zadziałać mniej samolubnie, żeby cechowało się empatią, żeby potrafiło wspierać i doceniać innych. Chciałabym też, żeby było świadome. Świadome siebie, swojego ciała, swojego zdrowia, swojej wartości, żeby potrafiło spojrzeć na siebie krytycznie i zdobyć się na przyznanie do błędu. Chciałabym, żeby dobrze się w życiu bawiło, ale jednocześnie nie zawiodło mojego zaufania w tej kwestii, żeby było rozsądne. Chciałabym, żeby nie popadało w skrajności i dalekie było od radykalnych opinii, żeby wszelkie tezy poddawało pod wątpliwość, żeby nie było łatwowierne, ale posiadało tą malutką cząstkę naiwności, która sprawia, że świat wydaje się lepszy. Chciałabym też żeby nie lekceważyło potęgi emocji i uczuć okazywanych drugiej osobie. Żeby miało pasję, żeby rozumiało, że nauka to nie tylko napisy w książkach. Chciałabym, żeby w przyszłości kontrolowało swoje życie.
I nie wiem jak to wszystko osiągnąć. Ktoś mógłby zapytać po co się tym wszystkim przejmuję, skoro moje dziecko ma dwa lata. Kiedy zatem nadejdzie ten przełomowy moment, kiedy powinnam zacząć się przejmować? Obawiam się, że to jednak kwestia całości. Pracy rodziców, wpływu otoczenia, dziadków, nauczycieli, charakteru dziecka i jego osobowości. Od urodzenia.

 

Pytania na które nie znam odpowiedzi:

Jak sprawić, żeby moje dziecko szanowało innych ludzi? Czy wystarczy pokazywanie mu świata, innych kultur, opowiadanie o tym, że ziemia to wspaniałe, różnorodne miejsce, którego odkrywanie jest emocjonujące? Wiem, że na pewno nie raz się zawiedzie. Nie raz będzie miał okazję się zrazić. Na własnej skórze przekonać się o tym, że obok niego żyje cała masa okrutnych ludzi, którzy za nic mają wpajane mu od dziecka wartości. Być może się wystraszy. Stanie się podejrzliwy, a jego pierwszym odruchem na widok kogoś odmiennego będzie niechęć, a nie ciekawość poznania jego historii, zwyczajów, poglądów. Co, jeśli zacznie oceniać innych ludzi i wyciągać pochopne wnioski opierając się tylko na stereotypach?

 

Nie wiem.

 

Jak sprawić, żeby moje dziecko szanowało siebie? Każdy z nas ma chęć spróbować w życiu wszystkiego. Niektórzy próbują, inni nie. Osobiście nie mam nic przeciwko takiemu założeniu. Co jeśli jednak pozwolę dziecku na za dużo? Jeśli będę przymykać oko w niewłaściwych momentach? Ja sama wyznaczyłam sobie pewne nieprzekraczalne granice i ich się trzymam. Chciałabym, żeby moje dziecko zrobiło to samo, ale nie mam pojęcie jak je do tego nakłonić. Chciałabym być mamą i przyjaciółką w jednym. Chciałabym móc z dzieckiem porozmawiać o wszystkim, a jednocześnie nie wiem jak zareagowałabym na jakąś oburzającą informację. O niektórych rzeczach lepiej nie wiedzieć. Ja sama nigdy nie wróciłam do domu pijana. Tylko dlatego, bo zawsze po imprezach nocowałam w mieście. Moi rodzice mnie nie kontrolowali, bo nigdy nie zawiodłam ich zaufania. Nie zawiodłam ich zaufania, bo nie wiedzieli o wszystkim. Błędne koło. Znam przypadki, w których rodzice nie rozmawiali z dziećmi o seksie, bo to tak, jakby dawali im przyzwolenie. Moim zdaniem to błąd. O tym zdecydowanie powinno się rozmawiać. Oczywiście może się zdarzyć tak, że w momencie rozmowy dziecko już wie więcej niż rodzice. Tego też się boję. Czy powinnam nauczyć moje dziecko jak pije się alkohol? Czy powinnam mu opowiedzieć o moich przeżyciach?

 

Nie wiem.

 

Myślę, że rzeczą nieosiągalną jest uświadomienie dziecka, że wiedza którą zdobywa w szkole jest mu niezbędna. Bo jak wytłumaczyć do czego w życiu przyda mu się wzór na objętość stożka, albo znajomość III prawa Keplera? Jak wytłumaczyć, że pewna wiedza jest nam potrzebna po to, żeby zrozumieć otaczający nas świat, żeby poćwiczyć umiejętność logicznego, analitycznego myślenia, żeby pokazać jak wiele zostało jeszcze do odkrycia? Jak wytłumaczyć, że znajomość historii, sztuki, języka naszego państwa jest przejawem współczesnego patriotyzmu? Tym bardziej, że sama z historii pamiętam tylko rok bitwy pod Grunwaldem. Jak pomóc dziecku znaleźć pasję, która będzie go prowadzić przez życie i pomagać przetrwać trudne momenty? Niektórzy rodzice od początku narzucają dziecku ogromną ilość zajęć dodatkowych. Takie dziecko gra na pianinie, śpiewa, grywa w szachy, pływa, biega, gra w piłkę i w tenisa, jeździ konno i tańczy. Czy pomaga mu się to odnaleźć, czy raczej zabija zamiłowanie do wszystkiego?

 

Nie wiem.

 

Jak mogę sprawić, żeby moje dziecko korzystało ze swojego życia w stu procentach, a jednocześnie było bezpieczne i ostrożne? Chciałabym, żeby mogło przeżywać wszystkie szaleństwa o jakich tylko pomyśli, żeby się świetnie w życiu bawiło, ale żeby nie musiało niczego żałować. Chciałabym, żeby przeżywało wielkie uniesienia i piękne emocje, a jednocześnie mam świadomość, że nie obędzie się bez totalnych porażek i rozpaczy. To przecież dzięki nim będzie w stanie docenić wszystko co cudowne. Jak jako mama mogę się pozbyć chęci nieustannego chronienia swojego dziecka przed wszystkim co sprawia, że czujemy się podle?

 

Nie wiem.

 

A to tylko mała część pytań, które ostatnio mnie męczą. Czy znacie odpowiedź na któreś z nich? Koniecznie dajcie mi znać o swoich przemyśleniach na ten temat. Obojętnie czy jesteście doświadczonymi rodzicami, początkującymi, czy w ogóle nie macie dzieci, chciałabym usłyszeć Waszą opinię.

Podobało Ci się? Udostępnij:

2 thoughts on “Pytania na które nie znam odpowiedzi”

  1. sama sie nad tym zastanawiam… ech… mysle, ze jako rodzice musimy dać dobry przykład. Jesli my jestesmy otwarci, tolerancyjni, cieszymy sie życiem i mamy pasje to dziecko sie od nas tego nauczy. Tak mysle… Ostatnio zastanawiałam sie co jesli Celina postanowi byc zawodowym strażakiem…? To piękny zawód ale tez niesie ze sobą dużo ryzyka, a tak jak pisałaś jak tu nie chronić swoich dzieci… jak to wszystko ogarnąć? ? Bycie rodzicem to wielka odpowiedzialność….

    1. Wielka odpowiedzialność, która głównie polega na tym, żeby ostrzec i uchronić dzieci przed niebezpieczeństwem, jednocześnie nie spieprzając im życia i dając im możliwość dokonywania własnych wyborów. Jak na razie to wydaje się być sprzecznością.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.