Wprowadzanie rytmu dobowego to wcale nie taka prosta sprawa. Każde dziecko jest inne i nie wszystkie podporządkowują się rutynie bez żadnego problemu. Moim synom akurat raczej ona odpowiadała, jednak z pewnymi jej elementami również mieliśmy problemy, a część rzeczy w ogóle robiliśmy zupełnie inaczej, po swojemu. Z czym mieliśmy największe kłopoty i jak sobie z nimi poradziliśmy?

Moje dzieci to śpiochy

Szczególnie na początku, moje dzieci potrzebowały więcej snu niż przewiduje rytm. Nie potrafiły wytrzymać choćby półtorej godziny bez drzemki. Naprawdę musiałam się mocno napracować żeby utrzymać je w stanie aktywności przez dłuższy czas. Tak jak niektórzy mają problem z usypianiem dziecka, tak ja miałam problem z wybudzaniem. Goście, którzy przychodzili w odwiedziny brali moje dziecko na ręce, kołysali, i dumni pokazywali mi: o proszę, już śpi. A ja dostawałam szału, bo akurat spać nie powinno. Wszystkie starania o utrzymanie przytomności bobasów nie szły jednak na marne, bo jeśli udawało się to osiągnąć, to wspaniale spały w porach przewidzianych na drzemki oraz w nocy. Nie przychodziło to jednak łatwo.

Moje dzieci inaczej jadły

Ten punkt mogę podzielić na kilka kategorii. Pierwsza z nich łączy się z tym, o czym pisałam w poprzednim akapicie. Ze względu na to, że moje dzieci były non stop senne, podczas karmienia piersią najzwyczajniej zasypiały. Ciężko je było dobudzić. Ciepełko, bliskość mamy i ssanie wcale nie pomagały. Musiałam więc przerywać karmienie i np. przewijać dziecko w międzyczasie, a kiedy się już wystarczająco rozbudziło kontynuować ten proces. Czasami pomagało również ograniczenie ciepła, czyli np. rozebranie dzidziusia ze śpioszka i zostawienie w samym body. Przy ciele mamy i tak było wystarczająco ciepło.
Druga sprawa – moje dzieci jadły zdecydowanie krócej niż przewidywał to rytm. Karmienie pół godziny z jednej piersi, a następnie 15 minut z drugiej zdecydowanie wykraczało poza ich możliwości. U mnie karmienie na początku trwało około 10 minut z jednej piersi i jakieś 5 minut z drugiej. Oczywiście z czasem się wydłużało, ale właściwie niezmiernie rzadko zdarzało mi się karmić łącznie ponad 40 minut z obu piersi. Ponieważ nie zgadzało się to z tym, co było napisane w książce, powodowało to mój niepokój. Przy okazji wizyt położnej środowiskowej kontrolowałam jednak wagę moich dzidziusiów. Przybierały one dużo więcej niż wynosi norma więc nie było się czym przejmować. Być może po prostu silniej ssały, albo ja sama miałam jakieś większe ciśnienie. 😛
Kolejna rzecz – czasami w ogóle nie musiałam dokarmiać z drugiej piersi. Jeśli moi synowie possali dłużej pierś numer 1, bywało że zupełnie nie byli zainteresowani piersią numer 2. Nie chwytali brodawki, słodko się uśmiechali i myśleli sobie: tak, denerwuj się że obudzimy się milion razy w nocy, żeby sobie dojeść. Nigdy się jednak nie budzili więcej niż zwykle.

Moje dzieci ssały smoczek

Tak. Przy pierwszym synku, na początku, nie byłam przekonana do koncepcji smoczka. Starałam się używać go jak najmniej, ewentualnie tylko do zasypiania i bardzo dbałam o to, żeby wyciągnąć go zanim moje dziecko uśnie na dobre. Przez to zdarzały się takie dni, że nie mogłam mojego bobasa nigdzie odłożyć, bo od razu zaczynał marudzić. W końcu jednak postanowiłam to olać i podawałam mu smoczek także wtedy, gdy chciałam/musiałam coś zrobić. Michał ssał smoczka do drugiego roku życia. Nie był do niego emocjonalnie przywiązany, bo w ciągu dnia używaliśmy go tylko w kryzysowych sytuacjach, a nie do uspokajania płaczu. Mały problem miał z zasypianiem bez „dydusia”, ale i tak sobie z tym kłopotem poradziliśmy. W jaki sposób – pisałam TUTAJ. Dodam jeszcze, że nie ma i nigdy nie było u Michała problemów ze zgryzem. Chyba dzisiejsze smoczki są tak skonstruowane, żeby on nie występował. Przy drugim dziecku już się tak bardzo nie starałam wiedząc jak się to skończy. Podaję smoczek jeśli czuję taką potrzebę, wtedy gdy Kuba nie może zasnąć oraz gdy wybudzi się z drzemki wcześniej niż powinien. To zapewnia jemu spokojny sen, a mi spokojny wypoczynek.

Moje dzieci spały gdzie popadnie

O ile przywiązywałam dużą wagę do tego, żeby spały zawsze o wyznaczonych porach – tego trzymałam się bardzo sztywno, o tyle nie zależało mi na tym, żeby zawsze spały w swoim łóżeczku. Oczywiście jeśli byliśmy w domu, właśnie tam je odkładałam. Dzięki temu nie miały nigdy problemu ze spaniem w swoim łóżku i w swoim pokoju. Nie ograniczałam jednak z tego powodu swojego życia towarzyskiego. Jeśli chciałam gdzieś wyjść w ciągu dnia, moi synowie spali w foteliku samochodowym, albo w wózku. Jeśli wychodziliśmy z mężem gdzieś wieczorem – do restauracji, albo w odwiedziny, Michał spał w wózeczku podczas gdy my bawiliśmy się w najlepsze. Piszę tutaj tylko o pierwszym synku, bo z dwójką jeszcze nigdzie nie udało nam się wyjść. Kuba ma jednak na dzień dzisiejszy dopiero niecały miesiąc więc dajemy sobie jeszcze czas. 😛 W końcu ogarnięcie dwójki dzieci nie jest już takie proste jak ogarnięcie jednego.

Moje piersi sprawiały mi kłopoty

Przy pierwszym dziecku, kiedy jeszcze nie wiedziałam jak się sprawy mają, zdarzyło mi się kilkukrotnie doświadczyć nawału pokarmu, a w jego następstwie zapalenia piersi. Nie potrafiłam rozsądnie gospodarować swoim mlekiem i w porę wykrywać zagrożenia. Nawały spowodowane były tym, że jedno, krótkie karmienie w ciągu nocy nie wystarczało, żeby opróżnić piersi, a nawet choćby jedną pierś. Przeczekanie do rana skutkowało katastrofą. W końcu wypracowałam sobie inny system, który polegał na tym, że w nocy karmiłam z jednej piersi i od razu odciągałam mleko z drugiej. Rano karmiłam znowu z piersi nr 1 i dokarmiałam z piersi nr 2. Dzięki temu zaczęłam unikać nawałów pokarmu. Teraz, przy drugim dziecku umiem już rozpoznawać wszystkie objawy i zapalenie mi się nie zdarza, ponieważ reaguję od razu. W takiej sytuacji częściej niż przewiduje to rytm przystawiam dziecko do piersi, albo odciągam pokarm.

Trzeba pamiętać, że wszystko co piszą w książkach to tylko sugestia. Żeby nie zwariować, owe reguły trzeba dopasować do swojego życia i swoich oczekiwań. Rytm dobowy ma wprowadzać spokój i ład w nasze życie. Z całą pewnością nie powinniśmy się denerwować, jeśli dziecko nie przystosowuje się od razu do nowych dla niego zasad. Na wszystko potrzeba czasu. Dwa tygodnie, które na początku powinna trwać dana reguła czasami ledwo wystarczają na przyzwyczajenie się do niej. I zaraz trzeba ją znów modyfikować. Ważne, żeby pewne kwestie dostosować tak, żeby nam odpowiadały i były dla nas wygodne.

Podobało Ci się? Udostępnij:

2 thoughts on “Problemy przy wprowadzaniu rytmu dobowego”

  1. Kurcze no, choć bardzo chcę to nie mogę zrozumieć 🙁 Wygodnie dla kogo? Dlaczego nie pozwolić dziecku spać kiedy potrzebuje? Bo tu chodzi o potrzebę snu, a nie „widzi-mi-się” dziecka… Niewątpliwie jest to bardzo wygodne dla Rodziców i sama często (oj jak bardzo często!) chciałabym, żeby tak było i ile mogłabym w tym czasie zrobić lub zwyczajnie po ludzku odpocząć, ale… Wszyscy mówili „spokojnie, do 3. miesiąca wszystko się wyreguluje”- no to czekaliśmy… 4., 5., no I w końcu-udało się w 6. miesiącu. I tu wracając do wcześniejszego „ale”… Nie wdając się w szczegóły tego, co działo się ze mną przez te pół roku (i wcale nie chodzi o brak snu)- nie żałuję. Dlaczego? Bo już od pierwszych chwil na świecie kształtuje się psychiką dziecka, autonomia, a poczucie bezpieczeństwa budowane na rygorze jak w wojsku-to chyba nie wymaga wyjaśnień… bo fizjologia jest taka, a nie inna i z tym spaniem co do „minuty” to trochę tak, jakby ktoś mówił kiedy masz zrobić kupę-nie zawsze się chce przecież… I jeszcze kilka innych argumentów by się znalazło.
    Co do spania w łóżeczku-dla nas wszystkich wygodniej i milej jest spać razem. Dziecko potrzebuje się przytulać-akurat tego w nocy ma ogromną potrzebę, karmić bez wstawania też wszystkim wygodniej, i nam i dziecku, którego nie potrzeba podrywać z łóżeczka, a otworzyć rano oczy i patrzeć w te najcudowniejsze oczy na świecie, móc się od razu poprzytulać, pouśmiechać i wygłupiać-bezcenne!
    Przepraszam, ale im dłużej czytam ten blog tym większe odnoszę wrażenie, że kierujesz się bardziej swoją wygodą, a nie potrzebami dziecka, co jest w moim odczuciu-egoistyczne (i ze zdrowym egoizmem ma wspólnego tylko trochę). Ja bym odłożyła te cudowne książki z sugestiami i posłuchała dziecka, kto wie-może nie będzie tak źle i razem na tym skorzystacie? Nie pozostawia wątpliwości, że bardzo kochasz swoich synów i chcesz dla nich jak najlepiej. Wiec może warto czasem schować zegarek, dać się ponieść chwili… Twoje dzieci na pewno na tym nie ucierpią, Ty też nie 🙂

    1. Częściowo zgadzam się z tym co piszesz. I oczywiście również kieruje mną pewnego rodzaju egoizm – przyznaję. Tak bardzo zaznaczam tutaj na blogu jak bardzo jest ważny czas dla siebie, bo obserwuję, że niektóre mamy zupełnie o nim zapominają. Nie oznacza to jednak, że moje życie składa się wyłącznie z wypadów „bez dzieci” i wolnego czasu „bez dzieci”. 😛
      Niestety jestem osobą, która woli kilkukrotnie iść w nocy do dziecięcego pokoju żeby nakarmić/przytulić/podać smoczek/okryć kołdrą/potrzymać za rączkę, niż zabrać dziecko do siebie. Nie potrafię spać z dziećmi w jednym łóżku. Wielokrotnie miałam okazję (i na pewno jeszcze będę miała) tego próbować podczas chorób, koszmarów czy też wyjazdów na wakacje. Nie jestem w stanie zmrużyć oka. Budzi mnie dosłownie każde westchnienie dziecka. Trzeba wziąć pod uwagę, że istnieją też takie osoby. Przytulam moje dzieci w ciągu dnia ile się da. Bawię się z nimi, śmieję się i patrzę w oczy. <3 Mam nadzieję, że im tego nie brakuje.
      Co do potrzeb dziecka - to argument, który często pojawia się w dyskusjach. Plan ten jednak jest tak ułożony i modyfikowany, że zazwyczaj zapewnia dziecku to, czego ono potrzebuje. Piszę "zazwyczaj", ponieważ dziecko to nie maszyna, ma gorsze i lepsze dni. Czasami potrzebuje nieco więcej snu, czasami nieco mniej. I to jest w porządku! Reguły są restrykcyjne, ale tak jak napisałaś - swojego dziecka trzeba słuchać i kiedy zasypia ono 15 min wcześniej (co się zdarza 🙂 ) przenoszę je do łóżeczka, bo widocznie tego potrzebuje. We wszystkim trzeba zachować zdrowy rozsądek. Nigdy nie przetrzymywałam płaczącego dziecka "bo jeszcze nie czas na spanie". Jeśli zasypiają dużo wcześniej, próbuję je rozbudzić, ale nic na siłę. Moje dzieci są dzięki tym regułom bardzo spokojne i widocznie zrelaksowane - wiedzą co je czeka. Nie torturuję ich i nie pozbawiam snu, jedzenia, czy czasu na zabawę.
      Dzięki za komentarz i za troskę. Dziękuję również za to, że mimo że się ze mną nie zgadzasz (a przynajmniej nie we wszystkim) to potrafisz wyrazić swoje zdanie kulturalnie i w taki sposób żeby mnie nie urazić. To nieczęsto spotyka się w internetach 🙂 Mam nadzieję, że jeszcze się tu spotkamy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.