Tekst z tytułu usłyszałam w zwiastunie nowej bajki “Sing”. Dziewczyna-słoń potrafi pięknie śpiewać. Ma talent, lubi to, ale strasznie się wstydzi. Nie potrafi wyjść na scenę, zapomnieć o bożym świecie i zaprezentować ludziom tego, co potrafi robić najlepiej. W końcu jej dziadek nie wytrzymuje i wykrzykuje w jej kierunku takie właśnie słowa: “Dziewczyno, ogarnij się! Całe życie będziesz się bać?” No i o tym właśnie chciałam dzisiaj napisać.

 

Pracując w szkole tańca, często spotykam się z sytuacją, gdzie dziecko chodzi na zajęcia, ćwiczy przez cały semestr, a kiedy zbliża się termin pokazu, na którym ma zaprezentować swoje umiejętności zaczyna panikować. Na występie się nie pojawia, albo w ogóle rezygnuje z zajęć, byle już więcej nie spotkać się z podobnie stresującą sytuacją. Dla mnie – osoby, która przez 10 lat chodziła do szkoły muzycznej, dla mojego brata – koncertującego skrzypka, dla moich teściów – pary tanecznej, która na arenie międzynarodowej odnosi niemałe sukcesy, taka sytuacja jest nie do przyjęcia. Bo dziecko, które chodzi do jednej z pierwszych trzech klas szkoły podstawowej nie podejmuje ważnych decyzji samo. Takie decyzje podejmują za nie rodzice. I to rodzice godzą się na to, żeby unikało ono od małego konfrontacji ze stresującą rzeczywistością. To rodzice sprawiają w ten sposób, że dziecko przez resztę życia będzie wycofane i najprawdopodobniej o nic w swoim życiu nie zawalczy, bo będzie się po prostu bać. To, co będzie powodować stres będzie dla niego nie do pokonania.

 

Kiedy byłam mała, miałam dokładnie tak samo. Można stwierdzić, że do występów, które odbywały się średnio raz na miesiąc byłam przyzwyczajona, ale i tak za każdym razem od rana nic nie jadłam (i mimo to biegałam do toalety co pięć minut), drżały mi ręce i potrafiłam wybuchnąć płaczem zupełnie bez powodu. I tak przez 10 lat. A przecież celem występów było zaprezentowanie swoich umiejętności bardzo przychylnej widowni – swoim rodzicom, dziadkom, kolegom i koleżankom, którzy zawsze chętnie oklaskiwali artystę. Gorzej rzecz się miała w przypadku egzaminów. Wtedy wchodziło się na salę, a jedyną widownią była mało przychylna komisja, która nie dość, że nie klaskała wcale, to jeszcze jej celem było wyłapanie błędów i ocena grającego.

Czy zaryzykowałabym stwierdzenie, że moi rodzice mnie do tego zmuszali? Oczywiście, że mnie zmuszali. Czy ktoś wyobraża sobie siedmio-, ośmio-, a nawet dwunastolatka, który sam się w to pakuje? Każde dziecko będzie chciało uciec od takiej sytuacji. I rolą rodzica jest w tym momencie popchnięcie go do przodu. Pokazanie, że takich momentów się nie unika. Że trzeba im stawić czoła. Zagrać, przetrwać, a potem iść na pyszny obiad i świętować wygraną. To rodzic musi pokazać dziecku, że je wspiera, trzyma kciuki, pomaga się przygotować, a potem jest dumny. Rodzice, którzy przychodzą do mnie z informacją, że dziecko chce zrezygnować, bo boi się wystąpić, bo nie chce, bo coś tam, nie okazują temu dziecku wsparcia. Wręcz przeciwnie. Pokazują mu, że jest do niczego. Że nie ma co zaprezentować, więc lepiej żeby zostało w przytulnym domu. Z dala od oklasków, z dala od “lepszych” koleżanek i kolegów, z dala od satysfakcji, która pojawia się po konfrontacji z tym, co wcześniej je przerażało.

 

Prawdopodobnie takie dziecko jakoś przetrwa podstawówkę, może nawet gimnazjum, jeśli będzie miało fajną klasę. Ale jak poradzi sobie z ustną maturą z polskiego, czy angielskiego? Być może i wtedy rodzice okażą dziecku “łaskę” i stwierdzą, że ta matura to i tak do niczego mu nie jest potrzebna. Pamiętam, że w pewnym momencie w liceum tata wyraźnie dał mi do zrozumienia, że jako osoba dorosła sama powinnam już załatwiać swoje sprawy. Wtedy myślałam, że to z jego strony okrutne, ale teraz sama, świadomie muszę stawiać czoła sytuacjom stresowym. I wiele z nich przestało już wzbudzać we mnie lęk.

[Ale kiedy dostaję list z jakiegoś banku, urzędu, czy innego ZUSu odkładam go do teczki z napisem “WAŻNE” (swoją drogą, czy ktoś jeszcze też boi się urzędów?) i tam pismo to zostaje już na wieki.]

 

Życie nie oszczędza nam sytuacji stresowych. Na szczęście. Bo stres w odpowiednich dawkach bardzo mobilizuje. Dzięki niemu jesteśmy w stanie wspinać się na wyżyny, pokonywać swoje bariery. Po wszystkim, dodatkowa gratyfikacja w postaci dobrej oceny, pochwały, czy chociażby lodów albo samej satysfakcji, umacnia dziecko w przekonaniu, że było warto.

Każdy człowiek sam musi się nauczyć jak sobie radzić ze stresem. Jak pokonywać swój lęk. Jak przekształcać go w “power” do działania. Ale będzie mógł to zrobić tylko wtedy, kiedy zetknie się z wymagającą sytuacją. Dlatego zamiast dawać dzieciom do zrozumienia, że i tak nie dadzą rady, wspierajmy je. Niech wiedzą, że w nie wierzymy, że mogą pokonać swój lęk.

Podobało Ci się? Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.