Kto powiedział, że wakacje z niemowlakiem nie są możliwe? Albo, że do wyboru pozostaje tylko działka nad jeziorem i przydomowy ogródek? A już szczytem ekstrawagancji jest wyjazd na all inclusive, gdzie przez tydzień nie musimy ruszać się znad basenu? (Chociaż przyznam szczerze – w chwilach skrajnego wykończenia i takie wakacje mi się marzą.) Tak naprawdę jeśli chodzi o wybór wakacji ogranicza nas tylko to, ile nam się chce. No i ilość dzieci, bo z piątką nie jest tak łatwo jak z jednym.

Wakacje z malutkim dzieckiem nie są uciążliwe. Takie dziecię mało się rusza, niewiele jest mu do szczęścia potrzebne, a część mam nadal jeszcze wtedy ma jedzenie zawsze pod ręką. Dlatego osobiście uważam, że wybór jest tylko nieznacznie ograniczony. Skoro zawsze woleliśmy „podróże” (czyli uwzględnialiśmy całkiem sporo przemieszczania się) zamiast „wakacji” (opcja bardziej statyczna), to jeśli tylko kondycja malucha na to pozwala, nie musimy z nich rezygnować. Oto jakie wakacje wybraliśmy z naszym siedmiomiesięcznym synkiem.

Kierunek: Francja

Ponieważ nie przepadamy za siedzeniem w jednym miejscu, wybraliśmy wakacje na barce. Polegają one na tym, że wypożycza się całkiem sporą łódkę, przechodzi się mini kurs jej sterowania, wyznacza się trasę (w kółko, w tą i z powrotem, albo z transportem z miejsca docelowego do miejsca startu) po francuskich kanałach i się płynie. Takie wakacje są niesamowicie spokojne, ponieważ łódka porusza się z prędkością… no… wyprzedzały nas dzieci na rowerach na brzegu, ale mają jedną ważną zaletę – każdego dnia odwiedza się inne miejsce. Totalny chill out, ale z urozmaiceniami. Polecamy wybrać się na takie wakacje większą grupą, my jechaliśmy z jednymi i drugimi rodzicami, ponieważ wtedy bierze się większą łódkę i po podziale kosztów wychodzi taniej. Poza tym jest komu zostawić dzidziusia i można zrobić sobie wolny wieczór, odwiedzić pobliskie miasteczko, albo po prostu wybrać się na wycieczkę rowerową (można wypożyczyć rowery i zabrać je ze sobą na barkę). Oczywiście jeśli ktoś za Francją nie przepada zawsze można wybrać inne państwo, na przykład Holandię, Włochy czy Niemcy.

Podróż samolotem

To jest ten moment, w którym pojawia się stres. Wybraliśmy jednak niedługą podróż, czyli nawet, gdyby dziecko cały czas płakało, i tak my, i pozostali podróżni bylibyśmy w stanie to przeżyć. Tak się jednak nie stało i Michał całą drogę przesiedział cicho. Za dziecko do drugiego roku życia nie kupuje się biletu. Płaci się stałą kwotę np. 90 zł, dostaje się dodatkowy mini pas, którym dziecko przyczepia się do rodzica i dodatkowo można jeszcze wziąć wózek, którym podjeżdża się pod sam samolot i tam oddaje się go do luku bagażowego. Oczywiście wózek, nie dziecko. Tak rzecz się miała przynajmniej w linii Ryanair. Dziecko nie ma jednak w samolocie swojego osobnego miejsca, czyli cały czas siedzi na kolanach rodziców. Jeśli chcemy dodatkowe miejsce dla dziecka, musimy je sobie kupić. My mieliśmy to szczęście, że zarówno w jedną, jak i w drugą stronę, trzecie miejsce w naszym rzędzie było wolne. Dla dziecka zabraliśmy mnóstwo zabaweczek, jedzenie w słoiczkach (nikt się ich nie czepiał na bramkach; pozwolono wnieść nam nawet colę… dla dziecka… siedmiomiesięcznego… nie wiem czy tak powinno to wyglądać) i obowiązkowo smoczek. Małe dzieci mogą mieć ten problem w samolotach, że nie wyrówna im się ciśnienie w uszkach. Dlatego dzieci w samolotach czasami tak strasznie płaczą. Ssanie czegokolwiek bardzo im pomoże. Dzidzia nie musi ssać smoka cały czas. Najgorszy czas to start i lądowanie.

Zakwaterowanie na barce

Na barce śpi się w kajutach. Są one dwuosobowe i zazwyczaj wypożycza się taką łódź, na której jest tyle miejsc do spania ile ludzi. My mieliśmy o jedną kajutę więcej, a dodatkowo jedna sypialnia miała jako łóżko materac rozłożony na ziemi. Tę kajutę przeznaczyliśmy na pokój dla Michałka. Wspaniale, że miał on swoje miejsce do spania, bo przez cały tydzień we Francji panował niezmierny upał (a barki nie mają klimy), więc w trójkę w jednej sypialni byśmy się podusili. Dodatkowo odgłos silnika w dzień i lekkie kołysanie w nocy działały na dziecko bardzo usypiająco. Mimo gorąca spał tam wspaniale. Muszę zaznaczyć, że na kanałach nie ma fal, łódź płynie powoli i niemalże nią nie kołysze. Nie było więc problemu z odłożeniem dziecka na łóżko i swobodną zabawą. Siedmiomiesięczne dziecko, jeśli akurat nie leży i tak musi być przez kogoś trzymane, albo siedzieć w krzesełku, lub w wózku, więc w tym aspekcie nasz pobyt tam nie różnił się niczym od pobytu w domu.

 

Kłopoty, które mogliśmy spotkać/spotkaliśmy na swojej drodze

Po pierwsze we Francji nie można kupić kaszki dla niemowląt w sklepie. Kupuje się tylko mega zdrowe kaszki w aptekach i zanim się tego dowiedziałam przez chwilę rwałam sobie włosy z głowy. Nie miałam już wtedy swojego mleka, a Michał potwornie niechętnie pił mieszankę. Właściwie nie pił. Jedyną opcją było przemycenie mu jej pod postacią kaszki, albo zmieszaną z zawartością rozmaitych słoiczków. Na szczęście wszystko można znaleźć w internetach i wkrótce zaopatrzyliśmy się w zapas kaszek.
Płynie się w ciszy i głuszy więc nigdzie w okolicy nie ma lekarza. Jeśli chodzi o transport to do dyspozycji są jedynie rowery (no i łódka, która płynie 5km/h i której trasa jest dość ograniczona), dlatego trzeba mieć pod ręką telefon i pamiętać alarmowy numer 112, żeby w razie czego móc wezwać pogotowie. Jeśli więc jesteś jedną z tych mam, które potrzebują kontaktu z lekarzem 24h na dobę – te wakacje nie są dla Ciebie.
Tak jak pisałam wcześniej, barki nie są wyposażone w klimatyzację. Można więc trafić na okres, w którym panować będzie upał. Lekkie ciuszki, kremy do pupy i wszelkiego rodzaju pudry (tudzież mąka ziemniaczana) będą jednak wystarczającym ratunkiem. Trzeba też pamiętać, że w kanałach nie można się kąpać, chociaż dla miejscowych nie jest to problem, więc warto wybrać trasę, przy której będą znajdować się czyste jeziora, lub rzeka w której będzie można się schłodzić.
Kłopotem może być również podróż z lotniska do miejscowości, z której wypożycza się barkę. Moi rodzice jechali samochodem i podwieźli nas na miejsce. Jeśli jednak nie mamy takiej opcji, może warto wypożyczyć samochód, albo wybrać punkt startowy, do którego łatwo jest dojechać pociągiem, lub busem.

Wakacje można było uznać za udane. Polecam je wszystkim osobom, które nie chcą rezygnować z podróży i mając dziecko nadal chcą spędzać swoje wakacje ciekawie.

Podobało Ci się? Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.