Od razu na wstępie zaznaczę, że mój synek w grudniu 2017 skończy trzy lata, czyli w chwili obecnej ma 2 lata i 9 miesięcy. W swoim życiu przechodził różne okresy związane ze snem. Były miesiące cudowne, bywało też mniej kolorowo, natomiast generalnie mogę spokojnie stwierdzić, że moje dziecko samo zasypia i śpi przez całą noc, w swoim pokoju. I dzieje się tak odkąd skończył trzeci miesiąc swojego życia – od kiedy przestał spożywać w nocy jakiekolwiek posiłki.

Od samego porodu bardzo ważny dla mnie był sen. Jestem osobą, która jeśli dobrze się nie wyśpi, cały dzień ma do tyłu, dlatego praca nad tym, żeby moje dziecko ładnie spało była dla mnie bardzo istotna. Cały czas starałam się jednak patrzeć w przyszłość, wykształcać w dziecku dobre nawyki związane ze snem więc nie decydowałam się na drogę na skróty, ani na stosowanie rozmaitych ułatwiaczy zasypiania. Jedyny wyjątek zrobiłam dla smoczka.

Trudne dobrego początki – pierwsze trzy miesiące

W szpitalu nie było opcji, żeby zastosować jakiekolwiek reguły, bo na sali nie byłam sama, panie obok musiały mieć przez całą dobę włączone światło, a dzieci budziły się każde o innej porze, także postanowiłam dać sobie te kilka dni spokoju i delektować się lekkim chaosem panującym wokół. Po powrocie do domu jednak, od pierwszego dnia zaczęłam stosować reguły rytmu dobowego. Mają one na celu wykształcenie w dziecku nawyku, że w nocy śpimy dużo, a w dzień mało. Noworodkowi jest wszystko jedno czy akurat jest dzień, czy noc. Chce spać to śpi, nie chce – to nie. Dlatego jeśli w porę nie nauczymy go panujących u nas zwyczajów, może stać się tak (może – nie musi), że dziecku zupełnie wszystko się poprzestawia. Przesypiać będzie cały dzień, a na zabawę będzie miało ochotę w nocy.
Reguły, które sama stosowałam obejmowały na początku 12 godzin snu nocnego, przerywanego oczywiście na karmienie w miarę potrzeb dziecka (ponieważ Michał przybierał wspaniale na wadze nie musiałam go wybudzać co kilka godzin, karmiłam go wtedy kiedy obudził się sam) oraz 5,5 godziny snu w ciągu dnia – w różnych odstępach i o różnych porach. W sumie na początku moje dziecko przesypiało około 17,5 godzin na dobę. Na inne aktywności pozostawało więc tylko 6,5 godziny. O ile sen nocny nie był regulowany, to sen w ciągu dnia odbywał się zawsze „od, do”. Oznacza to, że po określonym czasie wybudzałam delikatnie dziecko i następował moment karmienia, aktywności, kąpieli itp. Żadna z tych rzeczy nie działa się gwałtownie, a Michał zawsze (prawie) budził się z uśmiechem na ustach. Stosowanie tych reguł pozwoliło dziecku na opanowanie nawyku – sen w nocy, zabawa w dzień, a mi na długi i spokojny odpoczynek wtedy, kiedy tego potrzebowałam.
Od początku ważne były też zasady układania do snu. Cały proces zawsze przebiegał w ten sam sposób, kładliśmy dziecko zawinięte w kocyk (żeby wyeliminować odruch moro), w jego łóżeczku, w maksymalnie zaciemnionym pokoju. Ponieważ robiliśmy tak od początku, zazwyczaj Michał zasypiał od razu. Jeśli jednak miał gorszy moment, dawaliśmy mu znać, że jesteśmy w pobliżu lekko go dotykając, albo cichutko szumiąc: „ciiii”. Kiedy nie chciał się wyciszyć dawaliśmy mu smoczek, który wyciągaliśmy jak tylko zasnął. Tutaj od razu zaznaczę, że z tej praktyki z lenistwa zrezygnowaliśmy i już wkrótce Michał spał ze smoczkiem całą noc. W pewnym momencie synek dostał też „Kicusia”, swoją ukochaną przytulankę, bez której spanie przestało być możliwe. Z Kicusiem nie rozstaje się do dziś.
Utrzymanie tych zasad wymagało od nas dużo samozaparcia. Stosowanie reguł i wędrowanie na nocne karmienia z jednego pokoju do drugiego nie były łatwe i wiele razy miałam ochotę wziąć Michała do siebie. Na szczęście jednak wystarczyło mi siły i uporu.

Reguły do roczku

Takich restrykcyjnych reguł trzmaliśmy się mniej więcej do skończenia przez Michała roku. Oczywiście cała rutyna ulegała w tym czasie zmianie conajmniej kilka razy tak, że w wieku jednego roku dziecko przesypiało w ciągu nocy 12 godzin, a w ciągu dnia już tylko 3. Wszystkie procedury pozostały jednak niezmienne, a dziecko potrzebowało mniej więcej tygodnia, żeby przyzwyczaić się do nowej rutyny. W odpowiednim czasie zrezygnowaliśmy też z owijania dziecka w kocyk i zastąpiliśmy go lekkim śpiworkiem. Takie rozwiązanie ma ten plus, że dziecko się samo nie odkryje, a co za tym idzie nie obudzi się w środku nocy z zimna. Pierwszy rok Michała wyglądał mniej więcej tak, że robił się senny wtedy, kiedy przychodziła pora na spanie, a sam wybudzał się wtedy, kiedy był na to czas. Koło szóstego miesiąca przesunęliśmy mu godzinę pobudki z 7:00 na 8:00, ponieważ taka godzina odpowiadała nam bardziej ze względu na nasze prace. Około 7 miesiąca Michał zaczął wybudzać się wcześniej ze swojej popołudniowej, poobiedniej drzemki. Trwało to jednak kilka tygodni, zazwyczaj udawało się go uspokoić smoczkiem, a następnie wszystko wróciło do normy.
Kiedy Michał skończył rok, zaczęły się też problemy z zasypianiem wieczorem. Cała procedura „usypiania” potrafiła trwać nawet dwie godziny. Ważne jednak było to, żeby nie zmieniać reguł, poświęcić trochę więcej czasu na uspokojenie dziecka i zapewnienie go, że jesteśmy w pobliżu, jednak bez podnoszenia z łóżeczka, bez kołysania, rozbudzania, zapalania światła, no i na pewno bez dodatkowego karmienia. Być może to chwilowe rozchwianie spowodowane było skokiem rozwojowym, być może Michał zaczynał mieć już swoje zdanie w pewnych kwestiach i nie w smak mu było zakończenie zabawy akurat wtedy, jednak utrzymanie naszych zasad spowodowało, że po pewnym czasie wszystko wróciło do poprzedniego stanu.

Co potem?

Po ukończeniu przez dziecko roku, sztywne reguły dotyczące snu przestały już istnieć. My i nasze dziecko tak przyzwyczailiśmy się do swojego życia, że wszystko toczyło się bez zmian. Około 12 godzin snu w nocy, około 2 godziny na popołudniową drzemkę. Zmiany, które zachodziły w tym okresie (do teraz) dotyczyły głównie rozwoju naszego dziecka i jego usamodzielniania się. Zdobycie każdej nowej umiejętności takiej jak chodzenie, czy mówienie powodowało chwilowe rozchwianie rytmu snu. Tak samo jak każdy dzień pełen wrażeń, zbyt dużo bodźców owocowały tym, że nasze dziecko stawało się nadmiernie pobudzone, a czasami tak wyczerpane, że nie mogło zasnąć. Ot taki paradoks. Zauważyć czasem można, że dzieci stają się hiper aktywne wieczorem. Choć mogłoby się wydawać inaczej, jest to oznaka zmęczenia. Potrzeba wtedy więcej czasu, żeby takie dziecko wyciszyć.
Około drugiego roku życia (+/- pół roku) u dziecka zaczyna pojawiać się wyobraźnia. Jest to ciężki czas, ponieważ dziecko, które pięknie zasypiało przez całe swoje życie zaczyna odczuwać strach. Nie można go wtedy zostawić, pozwolić mu płakać itp. ponieważ skojarzy ono zasypianie z czymś nieprzyjemnym. Jest to wspaniały moment na to, żeby zacząć opowiadanie i czytanie bajek przed snem, a przede wszystkim na opowiadanie dzieciom o świecie, o tym co nas otacza i zapewnienie go, że przy naszej opiece i obecności nic mu nie grozi.
Po ukończeniu przez Michała drugiego roku życia zrezygnowaliśmy całkowicie z używania smoczka. O tym, jak udało nam się to zrobić pisałam tutaj. Na szczęście obyło się bez komplikacji.
Teraz, kiedy Michał ma prawie trzy lata, sprawa z zasypianiem wygląda naprawdę różnie. Zazwyczaj wszystko przebiega gładko, synek potrzebuje tylko otwartych drzwi i światła zapalonego gdzieś na zewnątrz. Oczywiście zdarzają się wieczory, kiedy ni z gruchy ni z pietruchy, bez żadnego wyraźnego powodu ułożenie go do snu wydaje nam się wręcz niemożliwe, jednak nie panikujemy, bo mamy tę świadomość, że w końcu i tak padnie, ale z reguły wszystko jest ok.

Odstępstwa od normy

Co jasne, sztywne trzymanie się reguł nie zawsze jest możliwe, ale nie oznacza to, że do ukończenia przez dziecko roczku trzeba rezygnować z życia. Kiedy rezygnowaliśmy z naszych zasad?
– Kiedy Michał był chory.
Przy kaszlu i zatkanym nosie nie ma mowy o długim, nieprzerwanym śnie nocnym. Chodzenie do pokoju dziecięcego co 15 minut nie ma żadnego sensu, dlatego kiedy Michał był chory, braliśmy go w nocy do siebie. Pozwalało to wyspać się zarówno mi, jak i jemu. Usypianie jednak odbywało się zawsze w jego łóżeczku. Dlaczego? Bo zawsze mieliśmy nadzieję, że ta noc będzie lepsza niż poprzednia. I przy odpowiednich lekach nierzadko mieliśmy rację.
– Kiedy wyjeżdżaliśmy na wakacje.
Michał nocował wtedy w naszym pokoju, w łóżeczku turystycznym (babcia i dziadek na szczęście wyposażyli nas w takie łóżeczko), a jeśli nie było takiej możliwości spał z nami w łóżku. Nie ma co się spinać – po powrocie z wakacji w ciągu tygodnia wszystko wracało zawsze do normy. Gorzej odbijało się to na mnie. Nie byłam nigdy przyzwyczajona do spania z moim dzieckiem w jednym pokoju, co powodowało że budził mnie najmniejszy szmer.
– Kiedy nocowaliśmy u kogoś w domu.
W nowym miejscu Michał zawsze potrzebował więcej czasu żeby zasnąć. Potrzebował też bardziej naszej obecności. Od kiedy skonczył pół roku, w nieznanym mu miejscu musieliśmy zawsze poczekać w tym samym pokoju aż zaśnie. Na szczęście i tak obywało się bez kołysania i lulania.
– Kiedy jesteśmy na jakieś imprezie.
Co jasne, położenie Michała spać, kiedy wokół bawią sie inne dzieci jest wręcz niemożliwe. Czekamy wtedy aż sam zrobi się zmęczony, albo po prostu zasypia podczas powrotu domu.

Każde dziecko jest inne i inaczej może reagować. Mi jednak te reguły zapewniły spokój ducha. Czułam się z nimi komfortowo na tyle, że przy drugim dziecku z pewnością będę postępować tak samo. Zobaczę jak tym razem się sprawdzą. Szczerze mam nadzieję, że pójdzie nam równie dobrze. 🙂

Podobało Ci się? Udostępnij:

51 thoughts on “Jakim cudem moje dziecko ładnie zasypia i śpi?!”

  1. Pingback: youtube.com
  2. Pingback: click here
  3. Pingback: find out more
  4. Pingback: click here
  5. Pingback: go to the page
  6. Pingback: go
  7. Pingback: topdatingse.mobi
  8. Pingback: as reported here
  9. Pingback: speedsexsite.mobi
  10. Pingback: topfucksearch.mobi
  11. Pingback: link
  12. Pingback: visit web page
  13. Pingback: xxxvipsearch.mobi
  14. Pingback: page address
  15. Pingback: hdmobilesex.me
  16. Pingback: 623dtA9aESX
  17. A jak nauczylas przesypiania calej nocy trzymiesiecznego malucha? Ja do swojego wstaje trzy razy w nocy o 1, o 4 i o 7 a chcialabym zeby od 20 do 7 lub 8 przesypial bez jedzenia.

    1. Nie wiem czy go nauczyłam, czy sam się nauczył 😛 Do szóstego miesiąca wybudzałam go o 22/23 na ostatnie porządne karmienie (jakoś do 4 miesiąca karmiony był o tej godzinie moim mlekiem, potem już mieszanką). To taka podstawa, która pozwalała mu nie być głodnym. Resztę obserwowałam.
      W pewnym momencie zauważyłam, że Michał się budzi między tą 22 a 8, płacze, possie chwilkę pierś i idzie dalej spać. Postanowiłam spróbować wtedy dawać mu po prostu smoczek zamiast piersi, bo może się przyzwyczaił do ssania i tylko tego potrzebuje, a nie jedzenia. Jeśli się obudził kolejny raz oczywiście dawałam mu jeść, bo to oznaczało, że jednak jest głody. Jak nie – super 🙂 I tak jakoś metodą prób i błędów przestał się w końcu budzić typowo z przyzwyczajenia.
      Jeśli ktoś nie chce używać smoczka, może spróbować podawać wodę.
      Trochę jest z tym zachodu, tym bardziej, że jak Michał przestał w nocy pić, to i tak musiałam wstawać i w środku nocy odciągać trochę mleka (inaczej budziłam się z nawałem), ale jak ktoś jest zdeterminowany to da radę 🙂

  18. Twierdzisz, że po powrocie z wakacji w ciągu tygodnia wszystko wróciło do normy. U nas mija miesiąc i synek nadal chce spać z nami(spaliśmy razem przez 4 noce) 🙁 jesteśmy już wykończeni tą sytuacją, bo przed wakacjami przesypialiśmy całą noc. Może jakaś rada? Syn za miesiąc skończy dwa lata…

    1. A zasypia u siebie? Bywało tak, że musiałam więcej czasu spędzić w jego pokoju przy zasypianiu, żeby zasnął w swoim łóżeczku. Przeczytać więcej bajek, potrzymać go za rączkę, posiedzieć niedaleko (chociaż starałam się siedzieć tak, żeby mnie nie widział, żebym mogła wyjść :P). Kolejnym etapem było to, że siedziałam w pokoju obok i syn wiedział, że jak mnie zawoła, odpowiem mu że jestem. Czasami jeśli płakał, wchodziłam na chwilę, głaskałam go i wracałam do swojego pokoju. Jeśli się obudził w nocy też starałam się nie brać go do siebie tylko np. potrzymać go za rączkę (chociaż jak się budził milion razy to w końcu się łamałam). Jaką dokładnie macie sytuację?

      1. Syn zasypia u siebie i nie mamy z tym problemu, ale po kliku godzinach (czasem 2, a czasem przespi 5-6) przychodzi do naszego łóżka i kładzie się pomiędzy nami. Problemu by nie było gdyby faktycznie spał, ale on najczęściej wierci się. Widać że się nie wysypia: rano chce spać dłużej, drzemka popołudniowa również się wydłużyła. Ciągle go obserwuje i staram się analizować sytuacje, ale nie zauważyłam żadnej reguły w tym, kiedy śpi lepiej a kiedy gorzej. Wcześniej budził się w nocy, ale nie wychodził ze swojego łóżka. Dostawał wtedy wodę do picia lub smoczek i spał dalej. Teraz zrezygnował z picia w ogóle. Myślę, że może być to związane poniekąd z ząbkowaniem(brakuje nam jeszcze górnych piątek), ale nigdy nie trwało to tak długo, a zębów nadal nie widać.

        1. To, że zasypia u siebie to ogromny plus 🙂 Próbowaliście przenosić go z powrotem, posiedzieć z nim chwilkę aż kimnie? Nasze dziecko też ostatnio zaczęło przechodzić, tym bardziej że jest chore i budzi się w nocy często, ale staram się je odprowadzać do łóżeczka, ew. z nim chwilkę posiedzieć. Trzeba pamiętać, że wszytko to faza i na bank minie, tylko nie można zmieniać przyzwyczajeń. Będę trzymać za Was kciuki.

          1. Przenosimy, ale zostaje max. godzinę u siebie i wraca z powrotem. Mam nadzieję, że to minie, bo wkrótce wracam do pracy i pewnie znów odbije się to na śnie syna. Dziękuję za wszystkie rady a synkowi życzę szybkiego powrotu do zdrowia 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.