Poniżej przedstawiam 10 niezbędnych rad, jak sprawić, aby nikt (włączając w to rodziców) nie mógł znieść naszego dziecka. Zaznaczam, że opisuję tutaj swoje (i nie tylko) prywatne przemyślenia. Nie opieram się tu na faktach naukowych ani na opiniach ekspertów i badaniach.

Wielokrotnie spotykałam mamy, które strasznie narzekały na swoje pociechy, a zachowanie samych bohaterów akcji rzeczywiście pozostawiało wiele do życzenia. Niestety prawda jest taka, że to co robią nasze dzieci, determinowane jest naszym postępowaniem. Czasami słyszy się komentarze typu: „no cóż, taki ma charakter…” albo „mam nadzieję, że z wiekiem mu minie”. Otóż nie minie. Będzie jeszcze gorzej. A taki charakter ma nie dziecko, ale my. Każdy błąd wychowawczy rodziców odbija się na zachowaniu dziecka. Poza tym, dziecko rozumie. Rozumie, że rodzice się kłócą, że rodzice kłamią, że przeklinają, że mówią niemiłe rzeczy o innych. Dorastając w takich warunkach, dzieci przejmują wszystkie nasze złe nawyki i przyzwyczajenia. Pora więc zacząć się pilnować, wziąć za siebie i mieć nadzieję, że uda nam się wytrwać i utrwalić w dziecku tzw. „dobry przykład”.

1. Obiecuj dziecku cokolwiek.

Zaraz zajmie się czymś innym i na pewno nie zapamięta o czym w ogóle rozmawialiśmy. Dotyczy to zarówno nagród jak i kar. Jeśli dziecko wykona jakieś trudne zadanie obiecajmy mu kucyka, a potem jak już zapomni, nie dajmy go. Sami dostaliśmy to, czego chcieliśmy i na tym koniec. Co z tego, że dziecko czuje się oszukane? Życie nie jest różowe. Nie stać nas na kucyka i powinno o tym wiedzieć zanim, jak naiwniak poszło na taki układ. A kiedy dziecko jest niegrzeczne? Możemy zagrozić, że nie dostanie kolacji (potem i tak wepchniemy mu te parówki), albo że wcale nie pojedziemy do babci (ale babcia właśnie obchodzi swoje 55 urodziny w knajpie, od 5 miesięcy mamy zaproszenie i musimy tam być). W ten sposób możemy nauczyć nasze dziecko, że jesteśmy tak bardzo niesłowni jak tylko się da. Czy następnym razem jak coś obiecamy, nasza pociecha nam uwierzy? O to, będziemy się martwić później.

WYJAŚNIENIE: Dla mnie jak dotąd, jest to jedna z najtrudniejszych rzeczy. Bycie słownym. Zarówno jeśli chodzi o obietnice, jak i groźby. Jak myślicie, dlaczego dziecko nas nie słucha pomimo gróźb? Bo nam nie wierzy! Przyzwyczaiło się już do słów: „bo jak nie, to…” albo co gorsza „raz, dwa i ostatnie słowo mówię, trzy!”. Świat się nie skończył po trzy. Nic się nie stało. Jeśli obiecamy dziecku zabawkę, coś słodkiego, albo to, że najnormalniej spędzimy z nim trochę czasu, musimy dotrzymać obietnicy. Jeśli nie dotrzymujemy słowa to nie tylko uczymy dziecko tak kłamać. Uczymy je, że nie warto nam ufać.

2. Zawsze mów do dziecka tak, jakby było niedorozwinięte.

Używaj całej masy zdrobnień, ciećkaj się i obowiązkowo mów „L” zamiast „R”. Nie ma nic słodszego niż siedmiolatek, który nie potrafi poprawnie mówić. Mamusie, które rozpływają się nad swoimi pociechami i cieniutkim głosikiem świergolą w języku, który dla nikogo nie jest zrozumiały wcale nie wyglądają na ostro kopnięte, o czym świadczy sztuczny uśmiech przyklejony do twarzy obserwatora, w którego głowie tłucze się jedna myśl: „co tu się odp*****la?!”

WYJAŚNIENIE: Mówienie do dziecka niewyraźnie nie służy niczemu. Ani nie jest słodkie (słodkie jest tylko i wyłącznie dziecko, które jeszcze nie mówi poprawnie), ani nie uczy malca poprawnej wymowy (chyba, że na co dzień porozumiewamy się używając zwrotów typu: „oś, Ti malutki, niuniuniu, kulciaciek śłociutki ti ti ti” -.-), ani nie pomaga dziecku nas zrozumieć (ponieważ ono rozumie nas, kiedy mówimy do niego normalnie, a samo nie potrafi się jeszcze poprawnie wysłowić, bo nie do końca ukształtował mu się aparat mowy). Ciekćkając się nie pomagamy dziecku, a jedynie denerwujemy otoczenie.

3. Zawsze kiedy dziecko się o coś potknie, przewróci, o coś stuknie reaguj głośnym: OCH!

Nic Ci się nie stało? Boli nóżka? Nie odpadła Ci główka? Zazwyczaj po tym nastąpi wielki ryk poszkodowanego, a następnie godzina tulenia, całowania, odwracania uwagi, znowu tulenia, masowania, kołysania, tulenia, całowania, tulenia i całowania.

WYJAŚNIENIE: Spokojnie. Jeśli generalnie dbamy o to, żeby nasze dziecko było bezpieczne usuwając z jego otoczenia śmiertelnie groźne przedmioty, raczej nic mu się nie stanie jeśli się przewróci. Na pewno trzeba skontrolować czy się nic nie stało, ale można zrobić to spokojnie obserwując, a nie wydając z siebie nerwowe dźwięki. Dziecko nas słucha i patrzy jak w danej sytuacji reagujemy. Jeśli zareagujemy zbyt ostro, przestraszy się, a dodatkowo zapamięta tą sytuację jako nerwową i będzie płakać już za każdym razem kiedy się przewróci. Wychowamy sobie mazgaja, któremu nic nie jest, a ryczy jakby go obdzierali ze skóry. Siniaki i obdarte kolana to stały element dzieciństwa. Ja nie biegałam z każdą drobnostką do mamy i mam nadzieję, że moje dziecko też nie będzie tego robić.

4. Kiedy twój potomek zrobi coś, czego nie powinien…

np. uderzy inne dziecko, przytul je i powiedz: „to jeszcze dziecko, on nie wie…”. Wtedy pewnie nigdy się nie dowie. Ewentualnie zwal winę na tego drugiego malca i powiedz do niego: „nie trzeba było zabierać tej zabawki, mogłeś się podzielić”. Twój słodki kurczaczek z każdej opresji wyjdzie bez szwanku i zawsze postawi na swoim, mały bohater. Niech od małego dba o swoje interesy.

WYJAŚNIENIE: Usprawiedliwianie dziecka przed wszystkimi i nim samym nie przyniesie nic dobrego. Poza tym, kiedy skończy być dzieckiem? Kiedy nauczy się, że nie wolno bić innych dzieci? Kiedy nauczy się, że nie wszystko jest jego własne? Że zabawkami i przekąskami powinno się dzielić? Kiedy zaczniemy wychowywać je na dobre, miłe, uczynne? Nigdy. Jeśli nie robimy tego teraz, nie zrobimy tego później. Przed ukończeniem dwóch lat dziecko zaczyna walczyć o swoje. Jego frustracja może zacząć zamieniać się w niekontrolowaną agresję, co rzeczywiście jest częścią rozwoju (należy się tego spodziewać). Jednak nie wolno nam tego ignorować. Za każdym razem rodzic powinien przytrzymać tą niesforną rączkę, spojrzeć dziecku w oczy i wytłumaczyć, że to boli, że tak nie robimy, bo sprawiamy innym przykrość. Że o zabawkę można ładnie poprosić, a czasami trzeba się pogodzić z przegraną. Za każdym razem. Nawet milionowym.

5. Zawsze kiedy Twoje dziecko zacznie się awanturować…

wdaj się z nim w długą dyskusję. Koniecznie powiedz mu jak bardzo jesteś zawiedziona i że najchętniej to byś je zostawiła i już nie wróciła. Na każdą zaczepkę odpowiadaj: „bo Ty to nic nie rozumiesz, cały czas jesteś niegrzeczny i nigdy mnie nie słuchasz.” Wszystko to wykrzycz do niego w pośpiechu, a potem dziw się, że Twoje dziecko jest takie pyskate.

WYJAŚNIENIE: Wdawanie się z dzieckiem w niekończące się kłótnie nie ma sensu. Próbując wzbudzić w nim poczucie winy mówiąc, że cały czas jest niegrzeczne i że jesteś zawiedziona nic nie osiągniesz, bo dziecko jest za małe na to, żeby takie manipulacje zadziałały tak jak chcemy. Zamknie się tylko w sobie i pogrąży w swojej mrocznej osobowości wiecznego buntownika (bo skoro jest taki niedobry to po prostu taki jest i koniec). Jednak najgorsze co można powiedzieć, to że sobie pojedziesz i je zostawisz. Nigdy nie mów dziecku, że je zostawisz. Nigdy nie daj mu odczuć, że w ogóle jako rodzic jesteś do tego zdolna. No chyba, że (pomijając długoterminowe konsekwencje) przy okazji następnego wyjścia na imprezę chcesz najpierw doświadczyć dwugodzinnej histerii pt. MAMOOOOO, NIE OOOOODCHOOOOOOODŹ!

6. Koniecznie używaj swojego dziecka jako broni w kłótni z partnerem.

Obowiązkowo zaznaczaj: „bo widzisz, tatuś woli jechać gdzieś tam, niż bawić się z Tobą”. Albo: „mamusia to nas już chyba nie kocha”. Nieistotne, że podważasz autorytet drugiego rodzica. To Ty jesteś tą lepszą połówką. A że dziecku zrobi się przykro? To przecież nie Twoja wina, tylko tego drugiego…

WYJAŚNIENIE: Takie sformułowania sprawią, że dziecko poczuje się osamotnione. Podważasz nie tylko autorytet partnera, ale także wiarę dziecka w jego bezwarunkową miłość. Kto wie, być może naprawdę będzie to miało odzwierciedlenie w jego przyszłym charakterze? Być może jego fundament, którego częścią jest poczucie własnej wartości i bezpieczeństwa oraz nieograniczone wsparcie rodziców nieodwracalnie pęknie?

7. Na każde pytanie dziecka odpowiadaj:

„bo tak”. Albo coś zmyślaj. Wszystkiego i tak przecież nauczy się w szkole. Może teraz jest głupie, ale w końcu na niego przyjdzie czas. A może to rodzic jest głupi?

WYJAŚNIENIE: Zaangażuj się. Jeśli dziecko o coś Cie pyta, udziel mu wartościowej odpowiedzi. Nie dość że zyskasz w jego oczach (rodzice rzeczywiście wszystko wiedzą) to jeszcze poszerzysz jego wiedzę. Opowiadając mu ciekawostki ze świata nauki wzbudzisz jego zainteresowanie tym światem. Pokaż mu, że pewne rzeczy warto wiedzieć. Jeśli nie potrafisz odpowiedzieć na któreś z pytań (to, że rodzice wszystko wiedzą to jednak złudzenie), poszukajcie razem odpowiedzi.

8. Za każdym razem ulegaj każdej zachciance dziecka.

W sklepie jest przecież mnóstwo rzeczy, którymi można udowodnić swoją miłość. Na ataki histerii reaguj wodospadem słodyczy i zabawek, byle mieć święty spokój. Przecież to wstyd, jak dziecko rozpłacze się w sklepie. Co sobie ludzie pomyślą? Ich dzieci takich rzeczy nie robią.

WYJAŚNIENIE: Wszystkie dzieci robią takie rzeczy. Oczywiście nie chcemy przeszkadzać ludziom w naszym otoczeniu. Jednak jeśli nauczymy nasze dzieci, że histerią nic nie osiągną (co jest trudne, ponieważ rodzice nie mogą się ugiąć w tym postanowieniu), nie będą tego robić. Wystarczy kilka takich „scen” na które nie zareagujemy, nie obkupimy dziecka cukierkami i zabawkami, a pożegnamy się z histeriami. To jednocześnie takie proste i takie trudne!

9. Jesteście w miejscu publicznym?

Ignoruj swoje dziecko. Niech biega między regałami w sklepie i ściąga towar z półek. Niech w restauracji zajmują się nim kelnerzy, a na placu zabaw dalej przeglądaj Facebooka, kiedy twój słodki cukiereczek terroryzuje inne dzieci.

WYJAŚNIENIE: Niestety istnienie dziecka wiąże się z ciągłym kontrolowaniem tego, co się z nim dzieje. Oprócz tego, że samemu dziecku może się coś stać, to nasz potomek może też wejść w drogę komuś innemu. Nasze dziecko to nasz kłopot i nikt (chyba, że opiekunka) nie będzie się nim zajmować. Musimy zadbać o to, żeby nie uprzykrzać życia osobom w naszym otoczeniu i żeby nie przeszkadzać innym w pracy. Restauracja to miejsce, gdzie najczęściej zdarzają się takie sytuacje. Nasze dziecko kursuje między kącikiem dla dzieci a stolikiem rodziców lawirując pomiędzy nogami kelnerów, którzy muszą wykazać się najwyższą cierpliwością i ostrożnością. Mi również zdarzyła się taka sytuacja. Jeśli naprawdę zaangażujemy się w rozmowę i zdarzy nam się olać nasze dziecko, zostawmy chociaż porządny napiwek.

10. Nie spuszczaj dziecka z oczu.

Nigdy nie wiesz kiedy będzie potrzebować Twojej pomocy. Pomagaj mu z każdą zabawką, z każdym wejściem, zejściem, mów mu jak oddychać i poprawnie skupiać na czymś wzrok. Kontroluj też pracę serca. To są rzeczy których dziecko samo się nie nauczy.

WYJAŚNIENIE: Serio? Każdy rodzic musi zrozumieć, że kiedy dziecko nie może czegoś osiągnąć, powoduje to jego frustrację. A frustracja pcha naszą dzidzię do przodu. Jeśli za każdym razem podasz niemowlakowi zabawkę, to nauka raczkowania, czy chodzenia nie przyjdzie mu do głowy przez długi czas. Pomagaj dziecku tylko wtedy, kiedy naprawdę tego potrzebuje. Przez większość czasu proces kontroli powinien polegać na biernym przyglądaniu się temu jak dziecko sobie radzi (albo nie radzi) ze swoimi problemami. Możemy dawać dziecku wskazówki, dobry przykład, pokazywać jak się coś robi, ale najlepiej nauczy się ono na swoich własnych błędach. Jak my wszyscy.

PUNKT DODATKOWY:

Zawsze, kiedy dziecko zrobi coś niewłaściwego powiedz mu, że „nie wolno” Nic tak nie działa na dzieci jak „nie wolno”.
WYJAŚNIENIE: Jeśli czegoś nie wolno, powiedz chociaż jakie będą konsekwencje. Dlaczego nie wolno.

Czy sami zaobserwowaliście podobne sytuacje? Dajcie znać w komentarzach! 🙂

Podobało Ci się? Udostępnij:

6 thoughts on “Jak wychować sobie gnojka?”

  1. Podoba mi się artykuł. Mam wrażenie, że w dzisiejszym świecie zapomnieliśmy, że wychowanie to nie nadskakiwanie. Niestety, ale dziś panują dwie skrajności: dzieci są albo w ogóle nieważne w życiu, traktuje się je jak balast, kulę u nogi, bez zrozumienia ich procesów rozwojowych; albo na odwrót: stawia się dziecko w centrum wszechświata (koniecznie swoje dziecko) i uważa, że jest najdoskonalsze, najświętsze i najlepiej wychowane. W polskiej blogosferze panuje raczej to drugie przekonanie. A tylko spróbuj napomknąć, że taka idealna matka idealnego dziecka się myli…. Brrr…
    Ten wpis bardzo dobrze pokazuje, że wychowanie nie oznacza pomijania dziecka, ani też jego ubóstwiania. I że dziecko wychowywane w przekonaniu o swojej doskonałości obierze postawę „NALEŻY MI SIĘ I ZAMIERZAM TO EGZEKWOWAĆ”. Trzeba dziecko zrozumieć, trzeba wiedzieć, że np. tupie i robi histerie nie dlatego, że jest rozkapryszone, tylko dlatego że ma 2 lata i jego wiek rozwojowy nie pozwala na konstruktywne rozwiązywanie dużych problemów i radzenie sobie z emocjami. I że od dziecka można (i trzeba!) wymagać, bo inaczej niczego się nie nauczy (poza tym, że to jemu wszyscy wkoło mają służyć).

  2. Ekstra! Dzięki za wyjaśnienia 🙂
    Mi najbardziej otworzyła oczy książka „Jak mówić, żeby dzieci słuchały, jak słuchać, żeby mówiły”, choć tak naprawdę przedstawia po prostu podstawowe prawdy o szacunku do drugiego człowieka. Aż mi się głupio i przykro zrobiło, że tak jesteśmy przyzwyczajeni do traktowania dzieci jak niższe w hierarchii półgłówki, że musimy uczyć się na nowo zrozumienia i otwartości, ale może im częściej będziemy tak podchodzić do naszego wewnętrznego dziecka, tym fajniejszy będzie świat, czego Tobie, sobie i całemu światu, a już z właszcza naszym i kolejnym dzieciom życzę 🙂

    1. Dziękuję! Tym bardziej, że zdarza mi się popełniać te błędy. Bardzo się jednak staram 🙂 Zaznaczam sobie też kolejną pozycję na liście lektur 🙂

  3. Ditto!
    Bycie rodzicem wymaga dużo pracy nad samym sobą. Dziecko samo sie nie wychowa. To jest trudne – bycie rodzicem jest MEGA trudne i wymaga wiele wysiłku, i wyrzeczeń.
    Najgorsze, ze to ja -mama musze sobie niektóre rzeczy zweryfikować. Dziecko nie ma problemów z lekka doza surowości i konsekwencji. Caly problem w nas i w naszych słabościach i lenistwie. Z drugiej strony nie wyobrażam sobie jak można nie chcieć dla swojego dziecka jak najlepiej. A najlepiej znaczy 10 punktów Ani! ❤

    1. To prawda! Żeby być porządnym rodzicem nie wystarczy tylko mieć dzidziusia. Wtedy dopiero człowiek musi zacząć nad sobą pracować (panować).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.