Podobno pozostałam całkiem normalną osobą i po pojawieniu się dziecka niewiele się u mnie zmieniło. Nie wiem na ile jest to zgodne z prawdą, a na ile ludzie mówią tak, bo po prostu są mili. A jednak, czasami dzieje się coś, co przypomina mi że nie jestem już sama ze sobą. Te sytuacje nie miałyby miejsca, gdyby na świecie nie było mojego dzidziusia. Dziwne? Kiedyś na pewno bym tak pomyślała. Dzisiaj takie wydarzenia wypełniają moją codzienność.

 

Prowadzenie książkowego trybu życia

 

Przez pierwszy rok życia dziecka postępowałam zgodnie z poradnikiem “Pierwszy rok życia dziecka” Giny Ford. I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że przez pierwszy tydzień robiłam wszystko dokładnie tak, jak było tam wskazane. Prawdę mówiąc, gdyby nie szczegółowo rozpisany plan każdego dnia, pewnie nie przyszłoby mi do głowy ani się umyć, ani przebrać się z piżamy w… dres (ale chociaż czysty). Nigdy nie pomyślałabym, że będę w stanie tak bardzo podporządkować się jakiejś rutynie.

 

Chowanie jedzenia

 

Od samego początku moje dziecko było strasznym łakomczuchem. Na dźwięk otwieranego słoiczka z papką dostawało wręcz drgawek, a każdy posiłek kończył się krzykiem i płaczem. Przyznaję, że z tego powodu często zdarzało mi się (i zdarza nadal) ukrywać z jedzeniem. Czasami mam wrażenie, że ostatni banan, czy kawałek czekolady jest wręcz nielegalny i najlepiej spożywać go pod osłoną nocy, albo chociaż tyłem do dziecka. Jeśli zdarzy się, że dziecko przyłapie mnie na jedzeniu tego, czy owego, od razu to konfiskuje.

 

Nawiązywanie przypadkowych znajomości

 

Okazuje się, że dziecko łączy ludzi tak samo jak posiadanie psa, czy kolejka do lekarza. Wiele razy ktoś zagadał do mnie tylko dlatego, że miałam przy sobie synka. Pani w sklepie, inni rodzice, ludzie na ulicy, nagle zauważają, że coś małego i słodkiego drepta w sobie tylko znanym kierunku, podchodzą i zagadują co czasami prowadzi do następnego punktu:

 

Wysłuchiwanie rad od obcych ludzi

 

No właśnie. Obcy ludzie widząc młodą matkę czują się w obowiązku powiadomić nas o tym, że nasze dziecko płacze bo pewnie ma kupę. Albo że ta kurteczka to chyba za lekka jest. Albo że ten chłopiec wygląda jak dziewczynka i trzeba coś z tym zrobić. Wierzę, że te rady pochodzą z dobrego serca, ale sytuacja i tak robi się wtedy dość krępująca.

 

Otwieranie drzwi od łazienki

 

W pewnym momencie zrozumiałam, że czasy pewnej prywatności, czy intymności należą już do przeszłości. Siku? Kupa? Kąpiel? Nawet nie ma sensu zamykać drzwi, skoro i tak zaraz rozlegnie się pukanie i donośny krzyk. Jeśli jednak uparcie zdecyduję się odgrodzić, po pukaniu i krzyku nastąpi faza natarczywej rozmowy przez te dziurki znajdujące się na dole w drzwiach.

 

Płacz

 

Okazało się, że płakać można praktycznie z każdego powodu. Szczególnie tuż po porodzie. Można płakać z radości, ze smutku, ze zmęczenia, można płakać bo nic się nie dzieje, i dlatego, że za dużo się dzieje. Płakałam nawet wtedy, kiedy mój mąż wychodził o minutę za późno z pracy. Płakałam bo byłam sama, płakałam bo nie wiedziałam co mam robić, płakałam bo moje dziecko płakało. Płacz na początku zajmował mi całkiem sporą część doby.

 

Spanie na podłodze

 

Większość rodziców na pewno dobrze to zna. Dziecko ma akurat gorszy wieczór, nie chce spać, nie pomaga ani lampka, ani otwarte drzwi, no i cóż, muszę chwilę posiedzieć. Posiedzieć, albo poleżeć bo tak wygodniej. W sumie jak się położę na wykładzinie przy łóżeczku będzie w sam raz. Następna rzecz jaką pamiętam to albo pobudka godzinę później po uderzeniu głową o nogę łóżka, albo mąż, który łaskawie przychodzi poinformować, że idzie już spać i czy też się wybieram.

 

Wyjście na zakupy

 

Odkąd na świecie pojawiło się dziecko, zawsze muszę starannie planować wyjścia na zakupy po to, żeby wybrać idealna parę spodni, albo butów. Muszę je na serio porządnie zaplanować tak, żeby iść samemu i żeby mieć trochę czasu na poszukiwania. W końcu nadchodzi ten wyczekiwany moment (wygospodaruję tą godzinkę), wychodzę i… wracam z butami, spodniami, koszulkami i mnóstwem akcesoriów. Dla synka. I całe planowanie zaczynam od początku.

 

Ukrywanie się we własnym domu

 

Uwielbiam spędzać czas z dzieckiem, ale czasami, kiedy ładnie bawi się samo ze sobą wolę mu nie przerywać. W końcu mam wtedy chwilę, żeby porobić cokolwiek innego. Przemykam mu za plecami cichutko i modlę się żeby mnie nie zauważył. Albo w ogóle nie wychodzę z pokoju. Czy tylko ja tak mam?

 

Wzruszenie

 

Kiedyś byłam twarda. Śmiałam się nawet z mojej mamy, która wzruszała się przy byle czym. Teraz już się nie śmieję. Teraz płaczę na każdej bajce, na każdym filmie, przy każdej muzyce, a nawet na reklamach. I to nie tylko pieluszek i sztucznego mleka. Ostatnio wzruszył mnie nawet film przyrodniczy o gromadnikach. Dziecko porządnie zwichrowało moją psychikę.

 

Sprzątanie

 

Na początku, kiedy moje dziecko było jeszcze noworodkiem, jakoś się trzymałam. Odkurzanie, mycie podłóg, ścieranie kurzy, dom przeważnie był ogarnięty i czysty. Potem było już coraz gorzej. W pewnym momencie, pracując jeszcze popołudniami, sprzątałam codziennie od razu po tym, jak niania zabierała ze sobą mojego synka. Potem długo patrzyłam na porządek mając świadomość, że niedługo wychodzę, wraca mój mąż, wraca mój syn, a kiedy i ja wrócę wszystko będzie wyglądać tak, jakbym przez cały dzień nie ruszyła palcem. Teraz patrzę na bałagan i nie sprzątam, bo już wiem, że to nie ma sensu. Grunt, że ogarnięta jest kuchnia i łazienka.

 

Kłócenie się z mężem

 

Oboje jesteśmy bardzo spokojni i cierpliwi, ale mamy to do siebie, że po przekroczeniu tej magicznej granicy wytrzymałości puszczają wszelkie hamulce. Teraz jednak granica ta przekraczana jest częściej niż zwykle i trzeba się jakoś opanować. Nie jestem zwolenniczką tego, żeby dzieci miały świadomość wszystkich problemów i spięć występujących między rodzicami, dlatego z wybuchem złości muszę poczekać do momentu kiedy synek idzie spać. Zaletą jest to, że czasami podczas czekania cała złość jakoś się rozpływa. Albo to, że mam dużo czasu, żeby przemyśleć swoje argumenty i odnieść miażdżące zwycięstwo.

 

Relaks

 

Nigdy bym nie przypuszczała, że nadejdzie taki czas, że najwyższą dostępną mi formą relaksu będzie wyjście po zakupy spożywcze. Jakiś czas temu, był to jeden z tych nielicznych momentów, kiedy wychodziłam sama, kiedy mogłam poprzebywać w normalnym świecie, wśród normalnych ludzi, którzy nie płaczą, nie walą do pampersów i nie muszę ich karmić. Chodziłam sobie z wózkiem między półkami i patrzyłam na ładne rzeczy (czyli na przykład herbatę). Relaks jak się patrzy.

 

Troska o bezpieczeństwo

 

Bardzo często wyśmiewaną cechą zarówno mojej mamy, jak i mojej teściowej jest panika podczas jazdy samochodem. Moja teściowa i mój tata poznali się słowami: “Niech Pan jedzie ostrożnie i nie przekracza 140 km/h”. Dużym zaskoczeniem był też dla mnie wbudowany u niej system, który każde zapalenie się świateł hamowania w samochodzie jadącym przed nami sygnalizował u naszej babci głośnym: “EJ!”. Nie inaczej było w przypadku mojej mamy. Pamiętam wycieczkę do Chorwacji, gdzie przed całą drogę krętymi uliczkami, kurczowo ściskała ten uchwyt, który znajduje się nad drzwiami i przy każdym zakręcie zamykała oczy. W tym roku, kiedy wybraliśmy się w góry do Livigno i nocą dojeżdżaliśmy na miejsce, w mojej głowie kołatała jedna myśl: “Nie chcę zginąć”. Przed każdym zakrętem wyrywało mi się: “Zwolnij!”. W końcu, kiedy mąż zaproponował zamianę miejsc, dotarło do mnie, że chyba powinnam się trochę uspokoić.

 

Święty spokój

 

Mój mąż śpi bez ograniczeń w sobotę, ja w niedzielę. Tak się podzieliliśmy. W sobotę zawsze biorę więc rano kołdrę i w piżamach idziemy oglądać z synkiem jakąś bajkę Disney’a. Zamykam za sobą wszystkie drzwi żeby do sypialni nie dochodziły żadne odgłosy robienia śniadania. Mój mąż nie ma takiego sprytnego planu, a ja jestem bardzo wrażliwa na wszelkie hałasy. Kiedy on się myje, synek zazwyczaj się nudzi więc co? Do mamy do sypialni i “mama baw się”. Dostaję wtedy szału. Dlatego mój mąż ostatnio wychodząc z pokoju zaczął zamykać mnie na klucz. Od zewnątrz. Tym sposobem nikt do mnie nie wchodzi. Tylko ja muszę pukać kiedy już się obudzę.

 

A co zaskakującego zaczęło się dziać u Was odkąd pojawiło się dziecko?

Podobało Ci się? Udostępnij:

4 thoughts on “Dziwne rzeczy, które zaczęły mi się przytrafiać odkąd urodziłam dziecko”

  1. U nas podobnie Zastanawiałam się dziś nad sprezentowaniem komuś obcemu mojej ulubionej książki. Moja ulubiona ostatnio „Pierwszy rok…”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.