Wszystkie młode osobniki, obojętnie jakiego gatunku, wyglądają uroczo i niewinnie. Nie inaczej ma się rzecz w przypadku ludzi. Nasze słodkie maleństwa (kiedy nie są umazane kupą, albo akurat nie wymiotują) mają malutkie rączki i stópki z takimi tyciuśkimi paluszkami, mają uśmiechnięte buźki i wielkie oczy, wesoło gaworzą, gadają, śpiewają, albo spokojnie śpią.
W ogóle śpiące dziecko jest najcudowniejszym zjawiskiem. Nie dość, że nareszcie już nie płacze, to jeszcze nie trzeba go nosić ani się w nic bawić. Co więcej nawet samemu można się na chwilę zdrzemnąć. Poza tymi wspaniałymi momentami, których jest mnóstwo, zdarzają się też chwile, kiedy rodzicowi jeży się włos na głowie. Bo dzieci, w przeciwieństwie do dorosłych nie mają zahamowań. Co pomyślą to powiedzą. Potrafią być szczere naprawdę do bólu, a zaczynają jak tylko nauczą się mówić.

Moje dziecko mnie nie lubi

„Idź sobie mamusiu!” „Uciekaj!” „Brzydka mama!” „Tatuś jest głupi!” i moje ulubione „Nie patrz na mnie!” to tylko kilka rzeczy, które w ciągu ostatniego roku usłyszałam od swojego synka. Przez pewien czas budził się rano, zaczynał marudzić, a kiedy wchodziłam do pokoju żeby go zabrać witał mnie słowami: „Wyjdź stąd.” Na końcu specjalnie postawiłam kropkę. U niego była to kropka nienawiści.
Musiałam więc wychodzić i czekać aż łaskawie sam mnie zawoła i pozwoli mi się zabrać z łóżeczka. Starałam się tego nie brać do siebie, bo generalnie jestem osobą, która niełatwo poddaje się emocjom, ale przyznaję – czasami robiło mi się strasznie przykro. Czy dziecko, które ma półtora roku nie powinno potrzebować swojej mamy?
Oczywiście. Każde dziecko potrzebuje mamusi. Postanowiłam dać mu spokój, bo im mocniej się narzucałam, tym bardziej miał mnie dość. I nagle cała ta faza minęła. Synek zaczął sam przychodzić, sam się tulić, sam mnie wołał. Ze swoich studiów (na coś się jednak przydały) przypomniałam sobie o skokach rozwojowych i o okresach buntu trwających… przez całe dziecięce życie. Aż do osiemnastki. Okazuje się, że przy każdym dużym kroku w przód, np. nauka chodzenia, nauka mowy, rozpoczęcie przedszkola, szkoły itp. czeka nas prawdopodobnie trudniejszy czas. Mroczny okres buntu. Jak temu zaradzić? Nie za bardzo się da. Najlepiej trochę się uodpornić, trochę bardziej okazywać dziecku, że nam „zależy”, trochę nie zwracać uwagi i nie brać wszystkiego do siebie. Tłumaczyć jednak na okrągło czego dziecko nie powinno robić i zwracać uwagę na przeprosiny, żeby wzmacniać dobre nawyki. Postępować konsenkwentnie i być słownym, no i na pewno nie tłumaczyć dziecka przed wszystkimi dookoła. Jeśli nasze dziecko okropnie zachowa się w obecności innych ludzi musimy dobrze zareagować – zwrócić mu uwagę i poprosić o przeprosiny. Otoczenie będzie wdzięczne.

„Jaka jest mama?” „Gruba.”

Dzieci są okrutne nie tylko same w swej naturze. Kiedy moja mała kuzynka była jeszcze mniejsza, na pytanie: jaka jest mama, odpowiadała, że gruba. Wcale nie dlatego, że mama rzeczywiście była gruba i dziecko widząc to opisywało jak się rzeczy mają. Po prostu mama stawała przed lustrem, przeglądała się i stwierdzała: ale jestem gruba. Dziecko, które bawiło się obok, albo przeglądało w lustrze razem z mamą przyjęło to jako fakt i tak jak niebo jest niebieskie, a patelnia gorąca, tak mama stała się gruba. Trzeba pamiętać o tym, że dzieci słyszą i rozumieją więcej niż nam się wydaje. A to, co usłyszą w domu, póki jeszcze nie mają na wszystko własnego zdania, przekażą dalej. Jeśli chcemy nauczyć nasze dzieci określonej wizji świata, chcemy żeby były pogodne, żeby lubiły ludzi, żeby były przyjazne, odważne, żeby zwracały uwagę na rzeczy istotne a nie tylko oceniały wszystkich powierzchownie, musimy dać im dobry przykład. Dzieci zapamiętają to, co od nas usłyszą. To, co u nas zaobserwują. Uważajmy na to, co mówimy. I nie chodzi tutaj tylko o wstyd przed innymi („Gdzie poszedł tatuś?” „Na piwko!”), ale o to, co dzieciaki zapamiętają na całe życie, o to jaki obraz świata sami im przedstawimy.

Wszyscy się śmieją

Wyśmiewanie to ciężki temat. Chyba każdy z nas kiedyś się z kogoś wyśmiewał i sam został niejednokrotnie wyśmiany. Dzieci są tutaj po prostu bezwzględne. Jeśli tylko coś uważają za dziwne, inne, głupie, od razu zaczynają zabawę. Na pewno każdy rodzic spotka się w swoim życiu z taką sytuacją. Mój dwulatek jeszcze nikogo co prawda nie wyśmiał, ale zetknęłam się z innym przypadkiem.
Prowadzę zajęcia w szkole. Pewnego dnia zaczepiła mnie mama jednego z chłopców i powiedziała, że z jej dziecka śmieją się koledzy, bo chodzi na lekcje z czarną dziewczynką. Odebrało mi mowę. Naprawdę nie wiedziałam co mam odpowiedzieć. Wyjąkałam tylko, że u mnie na zajęciach nic takiego nigdy nie miało miejsca. Człowiek chyba w naturze, w swoich prymitywnych instynktach ma zakodowany lęk przed innością. Sądziłam, że w XXI wieku dawno już zdążyliśmy sie go wyzbyć. Okazuje się jednak, że nadal musimy uczyć nasze dzieci szacunku dla otoczenia. Szacunku dla innych ludzi, dla zwierząt, nawet dla przedmiotów. Jeśli kogoś szanujemy, nie chcemy wyrządzić mu krzywdy. To podstawowa zasada. Dziecko wychowywane pod kloszem, bez znajomych, rówieśników, bez dzielenia się zabawkami, bez podróży i opowiadanych historii, bez styczności z innymi kulturami, wyznaniami i ludźmi o innym kolorze skóry wyrośnie na zahukane, zamknięte w sobie, kierujące się lękiem przed wszystkim co jest odmienne od tego, co dobrze zna.

Nie chciejmy tego dla swoich dzieci. Pokazujmy im świat, i dawajmy dobry przykład, a być może wyrosną na nieco mniej okrutnych dorosłych.

Podobało Ci się? Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.