Nie wiem skąd wzięło się wśród nas – młodych rodziców takie przekonanie. Desperacko chcemy udowodnić sobie i innym, że idealnie nadajemy się do tego, co robimy. Że ze wszystkim damy sobie radę sami i że żadna pomoc nie jest nam potrzebna ba, jest nawet niemile widziana. Z reguły kończy się jednak na tym, że ze łzami w oczach, wykończeni fizycznie, lub finansowo zaczynamy błagać choćby o chwilę czasu, lub trochę grosza. Czy wychodzimy na tym lepiej? Nie powiedziałabym.

Na początku zdaje nam się, że wszystko wiemy najlepiej. Dopiero potem okazuje się, że problem jest bardziej złożony, że jedno pytanie rodzi kilka następnych, i że być może łatwiej byłoby skorzystać z wiedzy kogoś bardziej doświadczonego. Dlaczego taka sytuacja w ogóle ma miejsce? Przecież proszenie o radę czy o wsparcie ma swoje uzasadnienie nawet w biologii ewolucyjnej. Czy nie jest tak, że jednym ze sposobów uczenia się, pozyskiwania wiedzy o otaczającym nas świecie jest wypytanie o wszystko bardziej doświadczonych osobników? Metoda nie dość, że na ogół skuteczna, to jeszcze oszczędna – nie ryzykujemy utraty życia decydując się na osobiste eksperymentowanie.

Pojawia się dziecko

Oczywiście nasze dziecko. Nasze własne. Nie naszej mamy, nie babci, nawet nie sąsiadki. Nasze. Dlatego, skoro to nasze dziecko i zdecydowaliśmy się na nie sami (ewentualnie zostało zesłane przez niebiosa właśnie nam) to przecież wychowamy je również sami. W ogóle wszystko zrobimy sami (tutaj następuje głośny szloch).

Nie musi tak być. Ludzie żyją w stadach. Co więcej sytuacja w której matka zostaje sama z noworodkiem jest absolutnie nienaturalna. Od czasów zamierzchłych gatunek ludzki żył w gromadach. Kobiety, które rodziły były otaczane opieką, a dziecko które przychodziło na świat stawało się natychmiast częścią większej społeczności. Jakby się dobrze zastanowić, nie tak dawno mieszkaliśmy wszyscy jeszcze w wielopokoleniowych domach razem z mamą i babcią, które może i wisiały nad głową, ale przynajmniej potrafiły poratować w trudnej sytuacji. Coraz częściej mamy od razu po porodzie zostają same. Tatusiom co prawda przysługuje tzw. urlop ojcowski (więcej na ten temat tutaj, ale część rodzin w ogóle z niego nie korzysta, albo ewentualnie wykorzystuje go na późniejsze wakacje. Niektóre mamy oczywiście cenią sobie samotne chwile z dzidziulkiem. Jeśli jesteś taką mamą – zazdroszczę. Jeśli nie, musimy pamiętać, że świat się nie zawali jeśli poprosimy o pomoc, albo po prostu o towarzystwo.

Najbardziej boimy się oceny

Otóż, gdy pojawi się dziecko będziemy oceniani bardzo. Bliscy będą patrzeć nam na ręce raczej właśnie po to, żeby zauważyć problem i pomóc go rozwiązać. Pomijając to, że ich metody nie zawsze będą nam odpowiadać jest to gest godny uznania. Jednak musimy być też przygotowani na komentarze od całkowicie obcych osób. Sama nie raz usłyszałam, że: “zdejmij mu pani te skarpety bo go cisną w nogi” albo “płacze… pewnie głodna”. Nie bierzmy tego do siebie. Taki komentarz można zbyć uśmiechem (ewentualnie w głowie ułożyć satysfakcjonującą odpowiedź typu: “zaraz ci tą skarpetę założę na łeb to zobaczysz jaka rozciągliwa”, albo odpowiedzieć coś w rodzaju: “głodna, srodna, przy takiej wadze nici z kariery w modelingu” i mieć nadzieję, że za parę dni nie zjawi się u nas opieka społeczna).

Bądźmy pewni swoich decyzji. Jeśli nasze dziecko nie chodzi zmęczone, głodne, nic je nie boli i ma zapewnione wszystkie podstawowe potrzeby to nie robimy mu krzywdy. Podajemy smoczek? Nasza decyzja. Dziecko śpi z nami w łóżku? Nasza decyzja. Będziemy na ten temat dyskutować, słuchać argumentów innych i przedstawiać nasze, ale to nasza decyzja. Jesteśmy najlepszymi rodzicami dla naszych dzieci i nikt inny nas nie zastąpi. Krytyka? Pojawi się zawsze. Od nas zależy co z nią zrobimy. Co z tego, że skarpety rzeczywiście okazały się trochę za ciasne.

Boimy się też odpowiedzi

Istnieje ryzyko, że prosząc np. dziadków o pomoc usłyszymy taką odpowiedź:

  • ja sobie jakoś dawałam radę
  • nam nikt nie pomagał
  • twoje dziecko to twój problem

albo zwycięzca:

  • my już swoje dzieci odchowaliśmy

Tutaj sytuacja rzeczywiście może stać się nieprzyjemna, ale na pewno warto usiąść i przegadać problem. Odpowiedzi te nie należą do najprzyjemniejszych. Może powinniśmy przypomnieć rodzicom, że dzieci się nie odchowuje. Jeśli już je masz, jesteś skazany na nie całe życie. Mogą potrzebować twojej pomocy w każdym wieku. Ważne jednak, że przedstawiliśmy jasno swoje oczekiwania, ponieważ nie pozostawiliśmy niedomówień, przemilczeń i skrywanego zawodu. Aluzje niezbyt dobrze się sprawdzają w roli próśb o pomoc. Cudownie, jeśli dziadkowie angażują się w życie dzidziusia. Jeśli jednak mieszkają daleko, albo nie czują się pewnie w roli opiekunów być może trzeba poszukać pomocy gdzieś indziej. Pewnie znacznie lepszą opcją będzie znajoma, ciocia, albo chociażby wynajęta opiekunka. Nie bójmy się odpowiedzi. Jeśli nie spróbujemy zapytać, nigdy nie przekonamy się na czym stoimy i w czym właściwie tkwi problem.

Boimy się, że dziadkowie zepsują nam dziecko

To nie żart. Wiele mam wychodzi z takiego założenia. Dziadkowie dziecko rozpuszczają, podają słodycze, kupują zabawki, noszą na rękach i kładą się z nim spać. Pytanie brzmi: co z tego? Sami byliśmy pewnie rozpieszczani przez dziadków. Jeśli planujemy całonocną imprezę, to niech dziecko też coś z tego ma. O ile dziadkowie nie podają dziecku piersiówki na uspokojenie i nie zabierają go na papieroska, wszystko jest w porządku. Dzidzia skacze z radości na widok dziadków? Cel osiągnięty. Teraz możemy wychodzić co tydzień!

Może być też tak, że nie odpowiadają nam metody wychowawcze naszych rodziców. Musimy sobie wtedy odpowiedzieć na pytanie, czy przeszkadzają nam one tak bardzo, że dziecko nie może spędzić nawet jednego dnia w ich towarzystwie? To przecież my wychowujemy nasze dziecko. Jeden dzień nie zburzy tego, co tak ciężko wypracowaliśmy. Co innego, jeśli dziecko niechętnie spotyka się z dziadkami. To oznacza, że coś jest nie tak. Może są zbyt surowi? Nie ma sensu zmuszanie obu stron. Wtedy musimy otworzyć się na inne, wspomniane wcześniej opcje.

Pamiętajmy jednak o tym, że warto prosić o pomoc. Nie oznacza to automatycznie, że jesteśmy słabi i sami sobie nie radzimy. Oznacza to, że też chcemy mieć coś z życia tak, jak każdy normalny człowiek. Wychowywanie potomka to ciężka praca i warto czasami oderwać od niej umysł.

Podobało Ci się? Udostępnij:

3 thoughts on “Dobrzy rodzice o pomoc nie proszą”

  1. Jejku jak dobrze, że w naszej rodzinie jest tyle osób do których można się zwrócić o radę! I tyle dzieci. Raczej wszystkie przypadki gdzieś sie juz trafiły więc trzeba czerpać z doświadczeń innych. ❤️ mamy, babcie, ciocie – przedzięki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.