Do kogo Wasze dzieci przychodzą kiedy mają jakiś problem? Ale chodzi o taki prawdziwy problem, jak na przykład zgubiona zabawka? Ostatnio miałam przyjemność obejrzeć z moim starszym synkiem bajkę „Iniemamocni 2”. Dla niewtajemniczonych: film opowiada o rodzince superbohaterów (mama, tata, trójka dzieci), a fabuła opiera się na tym, że owa mama wyjeżdża żeby ratować świat. Z dziećmi natomiast zostaje tata i radzi on sobie… hm… no, po swojemu. A że nie spełniłoby to oczekiwań żadnej szanującej się mamy, to już inna kwestia. Czy zatem w przeciętnej rodzinie rodzicem jest tylko mama, czy tata też?

Dzisiaj pakuję dzieci. Pakuję dzieci, a siebie nie. Bo trzylatek i półroczniak jadą na „wakacje” z tatą. Trzy dni to nie jest co prawda rozłąka życia, ale spotykam się z ogromnym zdziwieniem kiedy opowiadam o tej krótkiej wycieczce. Przyznaję, że sama byłam zdziwiona kiedy usłyszałam o tym pomyśle z ust męża. Byłam zdziwiona, nieufna i bardzo, bardzo wątpiłam w sukces całego przedsięwzięcia. Tym bardziej, że mąż kilka razy zmieniał cel podróży, a kilka dni temu „źle się poczuł”. Mimo wszystko jednak apartament jest już opłacony, a ja pakuję dzieci.
Jak bardzo można być podekscytowanym faktem, że zostanie się samemu na trzy dni (dwa i pół gwoli ścisłości)? Bardzo. Czy się denerwuję?

Panikę rozpoczęłam wczoraj

Czyli całkiem niedawno. Leżąc wieczorem w łóżku, zaplanowałam że rozpiszę mężowi kiedy młodsze dziecko ma jeść i spać. To powinno rozwiązać problem podstawowych potrzeb. Trzylatek raczej sam zakomunikuje że chce jeść, ewentualnie w przypadku skrajnego głodu zwinie coś ze sklepu (chociaż to nie jest pewne, bo póki co żyje w przekonaniu, że za kradzież czegokolwiek czeka go więzienie). Ze spaniem nie będzie problemu, bo zasnąć to on może wszędzie i w każdej pozycji.
A co jeśli mój mąż się nie obudzi jak dzieci będą płakać w nocy? On się przecież nigdy nie budzi. Będą płakać i płakać i płakać, aż się zapłaczą na śmierć! Zrobiło mi się gorąco więc zadałam to pytanie na głos. Co usłyszałam w odpowiedzi? „Obudzę się”. Czy mnie to uspokoiło? No nie bardzo, ale była to najbardziej satysfakcjonująca odpowiedź jakiej mogłam w tamtej chwili oczekiwać.
Potem ze strony mojego męża nastąpiła seria sugestii, które niesamowicie mnie zirytowały. Tak jakbym pierwszy raz pakowała dzieci na wyjazd. Na przykład to, że trzeba zabrać kilka smoczków a nie tylko jeden, albo żeby pamiętać o mleku i butelkach, albo żeby zapakować kilka zapasowych ciuszków, a nie akurat tyle ile potrzeba… Kochany – nie ucz MATKI dzieci robić!
Dzisiaj rano, tuż przed wyjściem męża do pracy usłyszałam jednak coś, co zaniepokoiło mnie najbardziej i wzbudziło całą masę nowych pytań. Otóż: zapakuj dla Michała kąpielówki. Ale jak to? Jeśli Michał będzie się kąpał, a mąż z nim (innej możliwości nie widzę), co w tym czasie będzie robił Kuba? „Nie martw się o to”. Ta tajemnicza odpowiedź będzie się za mną tłukła do ich powrotu. Zapakuję te kąpielówki. I przez trzy dni będę się modlić o to, żeby wrócili w komplecie.

Mama jest niezastąpiona

Lubimy tak o sobie myśleć prawda? Na wszystko mam sposób i wszystko wiem najlepiej. We wspomnianym wcześniej filmie jest taka scena: mama Iniemamocna ratuje świat, pędzi na motorze, analizuje wszelkie dostępne dane, a tu nagle dzwoni do niej dziecko z pytaniem gdzie są klapki, bo tata nie wie. Gdzie są klapki! Oczywiście Elastyna ze stoickim spokojem odpowiada, że klapki są pod łóżkiem (jestem w stanie się założyć, że te klapki zawsze tam są) po czym wraca do akcji. Może to właśnie takie banalne sytuacje są odpowiedzialne za to, że czujemy się takie ważne. Co by się stało gdyby mama nie odebrała telefonu? Pewnie tata razem z dzieckiem musieliby tych klapków poszukać. Raz w życiu tak porządnie czegoś poszukać. Nie dostajecie takich pytań? Ja dostaję przynajmniej kilka razy dziennie. Wczoraj na przykład, otoczona furą prasowania, z słuchawkami na uszach widzę, że zbliża się mąż z Kubusiem na rękach. Zdejmuję więc słuchawki i co słyszę? Gdzie jest pielucha tetrowa do karmienia. Wiecie gdzie była? Trzy centymetry obok jego stopy, leżała sobie spokojnie na macie edukacyjnej. Wystarczyło dosłownie spojrzeć w dół. Jestem niezastąpiona, bo dostaję tysiąc pytań na minutę i na 999 z nich znam odpowiedź! Prawda jest taka, że gdyby mnie nie było, wszystkie odpowiedzi znałby tata. Wystarczy, że pojadę zrobić sobie paznokcie i nie ma mnie pod telefonem, a tata jakimś cudem zyskuje całą tajemną wiedzę. Nawet jeśli nie, kombinuje i robi rzeczy po swojemu. To naprawdę działa.

Większość osób które dziwiły się na wieść, że Karol wyjeżdża sam z dziećmi to kobiety. Cudowne kobiety, które uważają że bez nich cały świat legnie w gruzach. Kolejna sytuacja z życia wzięta: moja mama całkiem niedawno zaplanowała sobie wyjazd do mojej babci w odwiedziny. Zaplanowała go sobie sama, wspomniała o nim tacie, ale ja już nic o tych planach nie wiedziałam. Byłyśmy akurat razem na działce. Spędziłyśmy razem cały dzień. Wieczorem mamie znacznie pogorszył się humor. Opowiedziała mi o swoich planach i o tym, że nic z nich nie wyszło. Dlaczego? Bo mama MUSIAŁA ugotować nam wszystkim obiad. Jej zdaniem musiała ugotować obiad swojej 28-letniej córce, jej dzieciom, mężowi i teściowej. Jak żyję nie słyszałam głupszego powodu. Ale właśnie jako mamy lubimy sobie stawiać takie bezsensowne zadania, które równie dobrze mógłby wykonać za nas ktoś inny i rezygnować z wszystkiego tylko po to, żeby… zrobić jakiś obiad. Przecież inaczej wszyscy umrą z głodu. Czy moja mama robiła tak przez całe swoje życie? Jeśli tak, to bardzo smutne i kompletnie niepotrzebne.

Tata też może być taką jakby mamą

Zaufajmy tatom. Ojcowie mają swoje sposoby. Dla dzieci czas spędzony z tatą jest niesamowicie wartościowy. Zaryzykowałabym stwierdzenie, że może nawet bardziej wartościowy niż ten spędzony z mamą. Przynajmniej w naszym przypadku. Zauważyłam, że podczas gdy ja bawię się dziećmi, wieszam też pranie, gotuję obiad i sprzątam sypialnię. Kiedy tata bawi się z dziećmi… to się bawi. Całym sobą. Kiedy kąpie Kubę, kąpie Kubę. Jak robi kolację Michałowi, robi kolację Michałowi. Jeśli więc zabierze dzieci na wakacje, mogę być pewna, że poświęci im całą swoją uwagę i spędzi z nimi cudowny czas.
Mój mąż sobie poradzi. Oczywiście ja spakuję mu wszystkie potrzebne rzeczy, bo to nie jeszcze nie jest ten czas żeby go rzucać na aż tak głęboką wodę 😛 A jak u Was to wygląda? Oboje jesteście rodzicami, czy tylko jedno z Was?

Podobało Ci się? Udostępnij:

4 thoughts on “Czy tata też jest rodzicem?”

  1. Czytałam z uśmiechem na ustach 🙂 U mnie jest tak samo 🙂 I domyślam się, że także u 100000000 innych NIEZASTĄPIONYCH Mam
    Są te same problemy z tetrą do karmienia, z uczeniem matki dzieci robić, z gotowaniem obiadu i mnóstwem tego typu rzeczy. Można podać też miliardy powodów dlaczego właśnie tak się zachowujemy, ale wszystkie sprowadzają się do jednego-troski 🙂 Inna sprawa, że troski TOTALNIE o WSZYSTKO!!! W końcu to my-Mamy mogłybyśmy zbawić cały świat, bo kto niby jak nie MY?:)
    Ale też prawdą jest, że Mama jest Mamą, a Tata Tatą. Każde z nich jest jedyne, najlepsze, niezastąpione. Ale oboje są superbohaterami, bo nagle-w ułamku sekundy-potrafią robić i zachowywać się jak to drugie. Choćby w najbardziej koślawy sposób, ale potrafią (choć oczywiście po swojemu, co jest-co by nie gadać-urocze i świadczące o nieskończonej miłości do swojego ukochanego Dziecka)!
    Kiedy Tata wpadł na pomysł zabrania Małego na noc do dziadków bez Mamy, co Mama zrobiła poza tym, że na ten GENIALNY pomysł nic nie odpowiedziala? Przez 2 tygodnie (choć nikt nie widział i nie słyszał) ryczała, nie mogła ani jeść ani spać, brzuch bolał 24/7 i czytała tylko o tym, że wyjazd bez Mamy może doprowadzić do lęku separacyjnego i traumy u tak małego, bo przecież dopiero 10-miesięcznego dzieciątka!!! Oczywiście nie trafiła na artykuł, który mógłby rozwiać jej troski i zmartwienia, a ci rodzice, którzy na forach pisali, że to zupełnie normalne, że czasem gdzieś się jedzie bez dziecka, albo dziecko gdzieś jedzie bez MAMY… Taaaaa-co za rodzice!!! Czy tak w ogóle może postąpić RODZIC??? Chyba tylko WY-ROD-NY!!! Biedne, porzucone dziecko…
    Jakie to było szczęście, że weekend ewentualnego wyjazdu minął i nikt nigdzie nie wyjechał! Tzn. wyjechał rano i wrócił wieczorem. Szczęście-o tak, bo gdybym miała spędzić cały weekend w tych spazmach stresu, nerwów i łez co przez tych kilka godzin to chyba wylądowałabym w Gnieźnie… Bo przecież NIKT nie zatroszczy się o moje Maleństwo tak jak JA!!! A Tata?-Tata się przecież NIE ZNA!!!
    Tak, tak-wiem jak to brzmi, ale tak było. Jednak to i tak nie koniec tej historii 🙂 Najbardziej zaskakujący jest koniec. Wiecie co się okazało? Że moje Dziecię wróciło CAŁE, ZDROWE i… UŚMIECHNIĘTE…! Tylko nie mogło zrozumieć dlaczego Matka płacze na jego widok i mimo szamotania się we wszystkie możliwe strony-nie udało mu się wyswobodzić z jej uścisku…
    Ah, Matka Wariatka.
    No tak było i nic na to nie poradzę. Ale jedno jest pewne-wiele z naszych uczuć i emocji to tak naprawdę tylko nasz problem. Są wyolbrzymione (jak np. to, że wszyscy padną z głodu jeśli Mama nie ugotuje obiadu) ale takie już jesteśmy i niestety najbardziej to my musimy zagryzać mocno zęby, choćbyśmy miały niejedną noc spędzić szlochając w poduszkę, drżąc że strachu o swoje dziecko. Z jednej strony wiemy, że wszystko będzie ok, ale i tak się boimy i bać będziemy (podobno wraz z wiekiem dziecka będzie jeszcze gorzej!!!).
    I choć pewnie znajdą się takie, które powiedzą, że one takie nie są, to ja im po prostu nie wierzę 🙂

    Ps. Oczywiście, że babcia nie dała śliniaka i nowa bluzka cała była w owocach!!! Gdybym JA tam była moje dziecko NA PEWNO nadal mogłoby nosić tę bluzkę…

    1. Tam na końcu miał być „śmiech do łez” (podobnie jak w kilku innych miejscach w tekście) ale się nie udało wkleić. To chociaż tu na koniec się uśmiechnę 🙂

      1. Ech, ja od września oddaję Kubusia pod opiekę Niani i wracam na pełen etat do pracy. I chociaż wiem, że nasza Niania jest cudowna (będzie to ta sama osoba która opiekowała się Michałkiem) to wiem również że będę płakać po kątach. Taki los mamy. W ogóle to przed Iniemamocnymi leciała krótkometrażówka, w której mama z miłości dosłownie ZJADŁA swojego synka. Podejrzewam, że u nas też tak się to może skończyć. 😛

        1. U nas też niania od września… I choć czasem spotykamy się z nią i jej obecną podopieczną, której relacja z nianią jest rewelacyjna, co z kolei jest dla mnie najlepszymi referencjami to jednak… Eh… Wy przynajmniej znacie swoją „ciocię”… Dla nas jest ona totalnie obcą osobą (pewnie też to przerabialiście przy Michałku?), a Matka-Wariatka już odrabia całej rodzinie klucze i szykuje grafik niezapowiedzianych wizyt… Delikatnie mówiąc „przekupkany” też nasz los…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.