To, że rodzice zmuszają dzieci do spełniania swoich własnych ambicji wiadomo nie od dziś. Ja już teraz wiem, że Michał pójdzie do szkoły muzycznej (tak jak ja), mój mąż wie, że Michał będzie świetnie tańczył breakdance (tak jak on), i oboje wiemy że Michał będzie jeździł na snowboardzie (tak jak my). Już w tym roku biedak miał okazję spróbować jazdy na nartach we Włoszech, a nie miał skończonych wtedy jeszcze nawet dwóch lat.

Mój tata uwielbia grać na gitarze, ja grałam na skrzypcach. Ciocia chodziła do szkoły baletowej w Poznaniu, moja kuzynka najpierw do klasy z gimnastyką artystyczną, a następnie również robiła tą samą szkołę. Dzieci lekarzy zostają lekarzami (no, co najmniej stomatologami), a prawników prawnikami (oczywiście uogólniam). Tak to już jest i wspaniale, bo niektórzy trafiają w dziesiątkę i nie wyobrażają sobie spełniać się w czymś innym. (Chociaż moja kuzynka skończyła akurat jako zawodniczka Taekwondo, ale gimnastyka artystyczna na pewno bardzo jej w tym pomogła.)

 

Tą zależność wspaniale widać nie tylko jeśli chodzi o ważne życiowe decyzje, ale właśnie przy okazji świąt, urodzin, czy innych uroczystości z prezentami. Dzieci często dostają podarunki, które były marzeniem ich rodziców czy wujków kiedy sami byli mali. Czasami oczywiście wyznaczamy listę prezentów potrzebnych i wtedy nie jest to aż tak widoczne, ale jeśli nie… Przytoczę pewną historyjkę.

 

Kiedy piszę ten tekst kończą się właśnie drugie urodziny mojego synka. Jednym z prezentów jest elektryczna kolejka, która po swoich torach koniecznie musi oczywiście jeździć wokół świątecznej choinki. Misiu kolejkę tą otrzymał od swojego ojca chrzestnego – mojego brata. Wujek od dawna już marzył o tym, żeby kupić chrześniakowi taki pociąg, mimo że jest on niekoniecznie dostosowany do wieku solenizanta (Michał bardzo pięknie się nim bawi – każe mu jeździć po całym domu; ustawienie kolejki na torach należy do czynności niewykonalnych). Co w tym dziwnego? To, że mój tata, czyli również tata wujka Kuby dokładnie tak samo szalał za małymi pociągami. Po pierwszym USG dowiedział się, że mój brat ma być dziewczynką. Jakie były jego pierwsze słowa?

“No, bardzo szkoda. Nie będę mógł kupić kolejki.”

Oczywiście ku ogromnej radości mój brat okazał się być mężczyzną, zatem po 6 miesiącach jego życia dom powiększył się o cudowny nabytek. Kolejka. Sześciomiesięczne dziecko co najwyżej mogło się obok niej ładnie prezentować na zdjęciach, ale pretekst do zakupu istniał i nie szło go obalić. W życiu mojego brata pojawiło się kilka takich kolejek. Pamiętam że może jako sześciolatek dostał wspaniały pociąg Lego. Zabawa polegała na tym, że mój brat siedział (bo przecież był za mały żeby w ogóle cokolwiek dotykać), a mój tata: składał. I był w siódmym niebie. Teraz mój brat kontynuuje tę wspaniałą tradycję. Marzenia o kolejnej pięknej kolejce.

 

Jaki z tego morał? Wszyscy tęsknimy za dzieciństwem. Trochę czasami żałujemy, że podjęliśmy takie, a nie inne decyzje (chociaż całkiem dobrze na tym wyszliśmy), albo tęsknimy za tym żeby cały czas stać przed ich wyborem. Dlatego właśnie, jeśli chcemy kolejkę, zamówmy sobie na święta kolejkę. Co z tego, że mamy po 30, 50, 70 lat? Chcemy obejrzeć sobie “Krainę Lodu”, albo “Vaianę”? Idźmy na nie do kina. Możemy nawet głośno szlochać (jako jedyni w kinie, bo teraz dzieci są jakieś dziwne i nie płaczą na bajkach). Chcemy sobie poskładać Lego? Nie znam osoby, która nie lubi składać Lego. Jesteśmy w końcu dorośli tylko dlatego, że musimy zajmować się trochę poważniejszymi sprawami. Nie oznacza to, że nie możemy nadal robić czasami dziecinnych rzeczy.

Ja czasami dostaję na jakąś okazję swój własny zestaw Lego. I bardzo czekam na moment, w którym będę mogła z dziećmi oglądać bajki Disney’a, na moment kiedy będą na tyle duże żebyśmy mogli jeździć razem do parków rozrywki. A jak nie będą lubić Harry’ego Pottera? To złamią mamusi serce.

Podobało Ci się? Udostępnij:

2 thoughts on “Co z nami jest nie tak?”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.