Tak zwany bunt dwulatka zaczął się u nas mniej więcej od kiedy nasz syn skończył półtora roku. Obecnie Michał ma dwa lata i trzy miesiące i śmiało możemy powiedzieć, że jest coraz gorzej. Czy zatem bunt dwulatka w ogóle istnieje, czy teraz po prostu będzie już coraz gorzej?

Podstawy naukowe

Według Erika H. Eriksona, amerykańskiego psychoanalityka i psychologa rozwoju człowieka, ludzie w ciągu swojego życia doświadczają ośmiu kryzysów rozwojowych, mieszczących się między ich narodzeniem, a późną starością. To, w jaki sposób jesteśmy w stanie uporać się z tymi kryzysami kształtuje naszą osobowość i prowadzi do powstania pewnych cech, które następnie pomagają nam poradzić sobie w życiu. Co zabawne, pięc z tych ośmu kryzysów doświadczamy w ciągu pierwszych dwudziestu lat swojego życia. Według tej teorii można więc spokojnie przyjąć, że całe nasze dzieciństwo to jeden wielki kryzys.

Kryzys nr 1

Jest on związany z samym pojawieniem się dziecka na świecie. Dziecko nie rozumie jeszcze koncepcji własnego ja, żyje w związku z rodzicami, nie potrafi się samo poruszać ani w żaden sposób komunikować swoich potrzeb. Pierwszy kryzys pojawia się wraz z pierwszym dużym skokiem rozwojowym, jakim jest zdobycie umiejętności samodzielnego poruszania się. To pierwsze ważne osiągnięcie, wykonanie pierwszego kroku ku niezależności powoduje lawinę skrajnych emocji. Od frustracji, która towarzyszy pragnieniu zrobienia pierwszego ruchu i wszystkim nieudanym próbom, po zachłyśnięcie się tą nową wolnością i pozostawienie rodziców daleko w tyle. Do pierwszego upadku…
Dzieci zaczynają chodzić około pierwszego roku. Niektore dużo wcześniej, niektóre dużo później. Kryzys ten też nie ma oczywiście ustalonych ram czasowych, także rozciągać się może na długie miesiące. Pierwszy bunt nie musi być potworny. Tutaj duże znaczenie mają czynniki genetyczne, wpływ otoczenia i rola rodziców. Dziecko jest małe, łatwo je okiełznać, poza tym może mieć po prostu łagodne usposobienie i przechodzić ten kryzys tak, że nawet go nie widać. Do czasu, kiedy pojawia się…

Kryzys nr 2

Pojawia się on niedługo później. Możliwe jest właściwie całkiem płynne przejście z jednego w drugi. Dziecko swobodnie się porusza, a dodatkowo rozwija fantazję. Czyli pojawiają się również lęki. Należałeś do tych szczęściarzy, których dziecko spokojnie zasypiało samo w swoim łóżeczku? Not anymore! Teraz pora na trzy tysiące bajek przed zaśnięciem oraz dziesięć kołysanek, paciorek, zapalone światło na korytarzu i otwarte drzwi. No i oczywiście pojawia się mowa. Dziecko zaczyna coraz bardziej zrozumiale komunikować swoje oczekiwania i coraz lepiej rozumieć oczekiwania rodziców, a tutaj jak wiemy możliwe są delikatne rozbieżności. Stąd właśnie bierze się histeria w sklepie (chcę to!), histeria przy obiedzie rodzinnym (tego nie chcę!), histeria w łazience (kupa na nocnik? wolę w gacie!), histeria w samochodzie (nie chcę do babci!), histeria w domu (chcę do babci!), histeria w każdym innym dowolnym miejscu na świecie i o byle, za przeproszeniem, gówno. Od nie tego koloru kubeczka i źle pokrojonych tostów, przez źle dobrane ubranka i źle pokolorowaną kolorowankę, aż po nienawiść do swojego łóżeczka, pokoju, domu, rodziców itd. To właśnie jest kryzys dwulatka. Bo w zależności od dziecka pojawi się on między drugim, a czwartym rokiem życia. I tutaj główny wpływ na rozwój wydarzeń mają techniki dyscyplinowania dziecka przez rodziców oraz ewentualny żłobek i przedszkole. Czyli zdecydowanie nie jest to czas na błędy wychowawcze. Marnym pocieszeniem jest to, że bunt dwulatka/trzylatka/czterolatka kiedyś się skończy, bo zaraz czeka nas…

Kryzys nr 3

Pojawia się on między piątym, a siódmym rokiem życia i związany jest ze zmianą środowiska. Dziecko zdobywa przyjaciół w przedszkolu, albo przechodzi do szkoły i staje się generalnie niezależne od rodziców…

A i tak najgorsze, czyli okres dojrzewania, cały czas przed nami. Wydaje się, że do osiemnastki naszych dzieci nie mamy co liczyć na wytchnienie. Myślę więc, że choć warto znać podstawy zachowania naszych dzieci, nie można liczyć na to, że ich kiepskie zachowanie po prostu minie. W czasie każdego z kryzysów ważne jest, w jaki sposób rodzice pomagają dzieciom przez niego przejść. Na razie najlepszym sposobem wydaje mi się konsekwentne postępowanie. Tłumaczenie dziecku dlaczego musi być tak, a nie inaczej (nawet jeśli wydaje nam się, ze ono niewiele z tego rozumie) i budowanie autorytetu opartego nie na strachu, ale na zaufaniu i szacunku. Do obu tych wartości rodzic dąży dotrzymując słowa. Powinniśmy dotrzymywać zarówno obietnic, jak i gróźb. Dziecko bardzo dobrze będzie wtedy wiedziało czego się spodziewać jeśli zachowa się nie tak jak powinno, ale będzie też nam ufać, że nie zostanie oszukane jeśli coś mu obiecamy.

Sama staram się w ten sposób postępować. Dam znać jakie są efekty… jak tylko moje dziecko będzie już dorosłe. A jakie Wy macie sposoby na poskromienie własnego dziecka?

 

Źródło:
„Dzieci i młodzież wobec agresji i przemocy”, Brzezińska Anna, Hornowska Elżbieta, Warszawa (2004), wyd. Scholar

Podobało Ci się? Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.